Co jakiś czas na rynku pojawia się nowy preparat lub urządzenie, które ma uchronić nas i nasze psy przed groźnymi pasożytami. W tym sezonie podjęliśmy się zweryfikowania, czy urządzenia emitujące ultradźwięki faktycznie działają na kleszcze.

Z poniższego tekstu dowiecie się jak działają urządzenia ultradźwiękowe i czy są bezpieczne dla psów. Tłumaczymy też jak kleszcze namierzają swoich żywicieli i czym jest narząd Hallera. A wreszcie przedstawiamy wybór badań naukowych i opracowań na temat skuteczności ultradźwięków w walce z pasożytami. Wynika z nich, że ultradźwięki nie działają na kleszcze. Staramy się też zrozumieć, skąd w takim razie pozytywne opinie użytkowników – i czy nie jest to jedynie tzw. „dowód anegdotyczny”.

Powstał długi – i chyba wyczerpujący – artykuł, oparty na prawie miesięcznym researchu materiałów w tym temacie. Mamy nadzieję, że po jego lekturze będziecie mogli podjąć świadomą decyzję odnośnie tego, czy w warto w ogóle rozważyć dodanie tego typu urządzeń do stałej profilaktyki przeciwkleszczowej waszych psów.

Czym są ultradźwięki i czy są bezpieczne dla psiego słuchu?

Ultradźwięki to fale dźwiękowe o wysokiej częstotliwości – powyżej 20000 Hz. Dla nas są niesłyszalne, bo ludzkie ucho odbiera częstotliwości od ok. 65 do 23000 Hz. Ale zwierzęta słyszą inaczej niż ludzie. Według badań z 1983 roku zakres słyszalności u psów dochodzi od 67 do aż 45000 Hz. Niektórzy badacze (np. Stanley Coren w książce “Do Dogs Dream?” z 2012 roku) twierdzą, że u pojedynczych osobników słyszalność może dochodzić aż do 65000 Hz.

Dlatego wątpliwości mogą wzbudzać wszelkie domowe urządzenia, które korzystają z technologii ultradźwięków – nie tylko te przeciw pasożytom, ale też np. popularne oczyszczacze i nawilżacze powietrza. Czy nie będą drażnić psa?

By określić, czy dany dźwięk będzie sprawiać psu dyskomfort, musimy wziąć pod uwagę dwa czynniki – częstotliwość oraz natężenie. Dla ludzi bezpieczne są dźwięki o natężeniu do maks 60 decybeli. Ale psy słyszą dźwięki o wyższej częstotliwości dużo “lepiej” (głośniej) niż ludzie – różnica ta może wynosić nawet kilkanaście decybeli już przy częstotliwości 8000 Hz! Dlatego zawsze warto poszukać informacji o poziomie głośności pracy danego urządzenia.

I tak wszystko zależeć będzie konkretnie od psa oraz tego, jak wyczulony ma słuch. Dlatego nigdy nie ignorujmy nawet najmniejszych objawów dyskomfortu i nadwrażliwości na dźwięki u zwierząt. Czasami mogą to być nawet subtelne zmiany w zachowaniu – obserwujmy swoje psy uważnie.

(A wszystkim, którzy chcą dowiedzieć się więcej o słuchu psów z naukowego punktu widzenia, polecam blog Eileen Anderson – kynoedukatorki, która swoją pracę dyplomową, choć niezwiązaną z psami, pisała z zakresu inżynierii dźwięku. To jej artykuły rozwiały u mnie powyższe wątpliwości.)

Jak działają przeciwkleszczowe emitery ultradźwięków?

Te urządzenia elektroniczne działają emitując impulsy ultradźwiękowe o wysokiej częstotliwości. Ich zakresy różnią się nieco w zależności od producenta i modelu produktu, ale zazwyczaj to kilkadziesiąt kHz (co daje w przeliczeniu kilkadziesiąt tysięcy Hz):

(Zestawienie popularnych urządzeń przygotowane przez autorów badania “The Efficacy of Ultrasonic Pest Repellent Devices against the Australian Paralysis Tick, Ixodes holocyclus (Acari: Ixodidae)” z 2021 r.)

Niektóre wyglądem przypominają breloczki albo pendrive’y – do przymocowania do obroży psa, jeszcze inne to wtyczki wkładane do kontaktu w domu. Urządzenia przenośne wymagają albo ładowania, albo mają określoną żywotność.

Jeśli chodzi o samo oddziaływanie urządzeń ultradźwiękowych na pasożyty, producenci przedstawiają różne teorie. Niektórzy twierdzą, że ich urządzenia “odstraszają kleszcze i zaburzają ich orientację” (jak np. Julius-K9). Inni przekonują, że ultradźwięki „blokują działanie narządu Hallera” przez co jesteśmy dla kleszczy “niewidzialni” (TickLess). Jeszcze inni zapewniają, że “irytują układ słuchowy kleszczy” (Hunan Goldenserise). Niektóre z nich mają przy okazji działać odstraszająco na pchły (Julius-K9, TickLess).

Co wiemy o kleszczach?

Na świecie występuje aż 900 gatunków kleszczy, w samej Europie ok. 70, a w Polsce 19. Wszystkie żywią się krwią, żerując na ludziach i zwierzętach. To jedne z najgroźniejszych pasożytów – są nosicielami patogenów, które mogą powodować wiele poważnych, a nawet śmiertelnych chorób. Do zarażenia może dojść po ugryzieniu.

Jak kleszcze namierzają ofiary? Służy im do tego tzw. narząd Hallera. Ten organ zlokalizowany jest na przednich nóżkach kleszcza i ma zdolność wykrywania w środowisku substancji chemicznych. Co ciekawe, nie występuje u żadnych innych zwierząt. Dopiero niedawno naukowcom udało się poznać go lepiej. W artykule dla Public Library of Science ONE z 2019 roku przedstawiono przełomowe dowody na to, że narząd Hallera służy kleszczom do wykrywania zapachów, dwutlenku węgla, ale też ciepła od potencjalnego żywiciela.

Ultradźwięki w walce z pasożytami – z naukowego punktu widzenia

Na świecie jest trochę wybitnych badaczy i badaczek, którzy swoją karierę naukową poświęcili zrozumieniu zachowań pasożytów żywiących się krwią. To właśnie dzięki nim powstają takie badania jak to powyższe. Analizują oni mechanizmy związane z poszukiwaniem żywiciela po to, by opracować nowe, skuteczniejsze strategie odstraszania kleszczy, komarów, pcheł i innych pasożytów. Niemniej, nie wymieniają w ogóle ultradźwięków jako sprawdzonego sposobu ochrony przed kleszczami.

Co więcej, nie ma żadnych badań naukowych, które potwierdzałyby skuteczność ultradźwięków w walce z kleszczami. Są natomiast badania, które wskazują, że ultradźwięki mają znikomy lub całkowity brak wpływu na zachowanie insektów i pajęczaków. Ich przegląd i podsumowanie znajdziecie choćby w tym artykule.

Najbardziej znane badanie dotyczące kleszczy i pcheł, The efficacy of ultrasonic pest controllers for fleas and ticks, opublikowane zostało dość dawno temu, w Journal of the South African Veterinary Association w 1991 roku. Badano tu dwa no-name urządzenia ultradźwiękowe korzystające z częstotliwości 37000 Hz. Ale znaleźć można też nowsze opracowania, jak to z kwietnia 2021 roku: The Efficacy of Ultrasonic Pest Repellent Devices against the Australian Paralysis Tick – badające przeciwkleszczowe emitery aktualnie dostępne na rynku (TickLess i kilka różnych urządzeń produkcji chińskiej). Oba eksperymenty to niezależne badania, niesponsorowane przez producentów urządzeń. Co istotne, wśród autorów nowszego opracowania znajduje się badacz, który karierę naukową poświęcił komarom, kleszczom i pluskwom.

W obu powyższych testach przyjęto podobną metodę badania wpływu ultradźwięków na kleszcze, a cały proces i parametry eksperymentu określone były bardzo precyzyjnie. W skrócie rzecz biorąc: pasożyty umieszczane były w specjalnie zbudowanej komorze, która wystawiona była na działania urządzenia emitującego ultradźwięki. Kleszcze miały możliwość uciec z niej korytarzem do wygłuszonego pomieszczenia. I raczej z niej nie korzystały. Według badania z 2021 r., emitery ultradźwiękowe odstraszały kleszcze ze skutecznością na poziomie maksymalnie 19,5%. A zatem nie można ich polecać jako repelentu.

Oba badania przeprowadzane były bez obecności potencjalnych żywicieli, więc nie mogły sprawdzić jaki byłby poziom “wbijalności” kleszczy. Natomiast w eksperymencie z 1991 r. pojawił się czynnik oddechu ludzkiego. Pomimo obecności ultradźwięków, kleszcze wciąż reagowały na oddech ruchem, prawdopodobne jest zatem, że wciąż byłyby w stanie zlokalizować potencjalną ofiarę.

Ultradźwięki w walce z pasożytami – według producentów

Większość producentów przeciwkleszczowych urządzeń ultradźwiękowych nie powołuje się na żadne źródła. Nie wiemy więc, na czym opierają się obietnice, że produkt będzie odstraszać kleszcze lub “blokować” u nich narząd Hallera. Jedynie producent TickLess zlecił przetestowanie działania swoich produktów w dwóch różnych miejscach.

W 2018 roku TickLess przekazało 100 swoich urządzeń do testów do amerykańskiej sieci prywatnych lecznic weterynaryjnych, VCA Animal Hospitals. Rozdano je za darmo klientom i opiekunom psów w trzech różnych stanach, do używania przez minimum 60 dni między marcem a sierpniem. Ale uwaga! Próba ta nie nosi znamion eksperymentu naukowego! Czemu? Bo bo oceny skuteczności dokonano jedynie na podstawie kwestionariuszy wypełnionych przez opiekunów psów. Bazujemy zatem jedynie na opinii i wrażeniach, a nie rzeczywistej ocenie przyczyn i skutków. Do takich wyników powinnismy podchodzić zatem z bardzo dużą rezerwą. I choć 94% z opiekunów stwierdziło, że ich psy nie złapały w tym czasie żadnego kleszcza – to przecież mogły stosować w tym czasie także inne środki ochrony przeciwkleszczowej, które aktywnie odstraszały pasożyty. Natomiast jedynie 6% opiekunów uznało, że ich psy złapały mniej kleszczy niż zwykle. A to już bardzo niski wynik. Tu można przeczytać wyniki ankiet.

TickLess w 2012 roku zleciło też przetestowanie urządzeń w Laboratorium Mikrobiologii i Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Camerino we Włoszech. Niestety, szybki research dorobku naukowego profesora prowadzącego testy pokazuje nam, że nie specjalizuje się on w pasożytach.

Jak wyglądał eksperyment? Urządzenie stosowano przez 30 dni na 30 psach przebywających w każdym z dwóch miejskich schronisk. Do badania wybrano te, które były już nosicielami kleszczy i/lub pcheł. Część badanych stanowiła tzw. grupę kontrolną – u tych psów ultradźwięki były zdezaktywowane, zastosowano za to preparat typu spot-on z silnym środkiem chemicznym odstraszającym kleszcze, dla porównania. Ilość kleszczy i pcheł zliczano na psach 3-krotnie w trakcie miesięcznego badania. Nie wiemy natomiast, czy psy były wystawiane na obecność kleszczy poprzez spacery, czy inaczej – a w związku z tym nie wiemy z iloma miały faktycznie kontakt. Co zaobserwowano? Wśród części badanych psów wyposażonych w TickLess nie zwiększyła się ilość kleszczy i pcheł, u niektórych się zmniejszyła. Za to w grupie kontrolnej używającej preparatu chemicznego typu spot-on, zaobserwowano znaczne zmniejszenie ilości pasożytów (zatem przy okazji potwierdziło się to, co już wiemy – że to chemia działa na pasożyty najskuteczniej). Tu dostępne są wnioski z badań.

Co szczególnie istotne, eksperymenty te nie tłumaczą nam w ogóle na jakiej zasadzie ultradźwięki miałyby blokować narząd Hallera zgodnie z obietnicą producenta. Czy jest to dźwięk irytujący dla kleszczy, czy może wpływa na ich zmysł węchu, wyczuwania dwutlenku węgla, czy na wykrywanie promieniowania podczerwonego – a jeśli tak, to w jaki sposób dokładnie? Nie pojawia się na ten temat ani słowo komentarza. Producent przedstawia to po prostu jako pewnik, bez jakichkolwiek dowodów, nie tłumacząc na czym opiera się takie założenie. My sami korespondowaliśmy z TickLess Polska na temat ich produktów – i spytaliśmy o to wprost. Pytanie to dwukrotnie zignorowano, nie dostaliśmy odpowiedzi.

Jak działają środki owadobójcze?

Przeciwkleszczowe tabletki, krople albo obroża to przebadane, sprawdzone i najbardziej skuteczne preparaty antykleszczowe. Ale to nie rurki z kremem. W każdym z nich substancją czynną jest jakiś chemiczny środek o właściwościach owadobójczych. Permetryna, imidakloprid, flumetryna, afoxalaner, fluralaner… Brzmi strasznie? My jednak bardziej niż chemii obawiamy się chorób przenoszonych przez kleszcze.

Dzięki takim badaczom i badaczkom jak m.in. Ann Louise Carr – która przeprowadziła wspomniane przełomowe badania narządu Hallera – wiemy też, jak dokładnie chemia utrudnia kleszczom poszukiwanie żywiciela. Otóż poprzez zablokowanie wykrywania promieniowania podczerwonego. Jak odkryto w badaniach, wybrane substancje chemiczne eliminują u kleszczy termotaksję, czyli reakcję ruchową na temperaturę i bodziec cieplny w ich otoczeniu. Co ciekawe, podobnie działają niektóre olejki eteryczne! Czyli istnieje jednak jakaś eko alternatywa dla chemii, potwierdzona eksperymentami i nauką.

Konkretny typ repelentu trzeba dobrać do psa indywidualnie – najlepiej w porozumieniu z weterynarzem. Nie każdy będzie właściwy – ze względu np. na rodzaj sierści, ogólny stan zdrowia lub choroby psa, czy obecność innych zwierząt w domu. Każdy z nich działa też na kleszcze trochę inaczej – albo od razu w kontakcie z sierścią psa, albo dopiero po wbiciu w skórę. Pamiętajmy też, że psy mogą stosować wyłącznie repelenty przeznaczone dla psów, a koty dla kotów. Niektóre środki przeznaczone dla ludzi są dla zwierząt silnie toksyczne.

Nasze psy używają tabletek przeciwkleszczowych, które nie odstraszają, ale zabijają kleszcze w momencie wbicia się w psa. Czy zamienilibyśmy je na urządzenie emitujące ultradźwięki? Nie, nigdy! Nie zaryzykowalibyśmy.

Testowanie w praktyce – skąd tyle pozytywnych opinii?

W internecie możemy znaleźć zresztą nie tylko sceptyczne badania naukowe, ale też wiele pozytywnych recenzji użytkowników emiterów ultradźwiękowych. Zazwyczaj w ich relacjach pojawia się informacja “od kiedy stosujemy urządzenie, nie znaleźliśmy na sobie/dziecku/psie żadnych wbitych kleszczy” lub “znaleźliśmy tylko kilka chodzących, nie wbitych”. I nawet w to wierzymy. Czemu? Bo przecież sami jeździmy na wycieczki, chodzimy do lasu, czasem nawet zapominamy o reaplikacji repelentu, a ostatni raz kleszcza złapaliśmy jakieś 25 lat temu. I to bez pomocy ultradźwięków! Jak to możliwe? Może po prostu mieliśmy szczęście, stosujemy inne środki ochrony przeciwkleszczowej, a także dokładnie oglądamy się po spacerach.

Brak ugryzień kleszczy w każdej z tych opowieści to tylko tzw. dowód anegdotyczny. To zjawisko dokładnie opisane i powszechnie znane w nauce, psychologii i życiu codziennym. Takie anegdoty, konkluzje oparte na osobistych doświadczeniach czy uogólnieniu, nie są poparte żadnymi dowodami naukowymi. Nie wskazują zatem na rzeczywistą przyczynę braku ugryzienia przez kleszcza! A rozmiar próby badawczej w indywidualnych testach użytkowników (jedna, maks 2-3 osoby) wcale nie sprawia, że jest to próba wiarygodna. Statystycznie rzecz biorąc, jest wręcz bezwartościowa.

Nasza opinia i doświadczenia

Do nas też, jak do wielu innych „influenserów”, zgłosił się dystrybutor TickLess Polska, oferując przetestowanie ich produktu za darmo, w zamian za jego promocję. Zgodziliśmy się najpierw trochę w ciemno, nie wiedząc jeszcze co przyniesie nasz research. Dostaliśmy w prezencie dwa emitery ultradźwięków przyczepiane do obroży.

W domowych warunkach wiarygodne przetestowanie takiego urządzenia wcale nie jest takie proste. Urządzenie musiałoby być stosowane non stop, 24 godziny na dobę. Trzeba by nosić je nie tylko w czasie spacerów (uważając by nie zmokło ani nie było zakryte), ale także stosować w domu. Albo na obroży psa, a najlepiej w formie kolejnego urządzenia, w formie wtyczki do kontaktu. Takie wtyczki trzeba by zakupić do każdego z pomieszczeń w domu – bo ultradźwięki nie przechodzą przecież przez ściany, a nawet w otwartym pomieszczeniu mają swój ograniczony zasięg. W praktyce ciężko o taką inwestycję, tym bardziej że urządzenia tego typu nie należy do najtańszych. Naszym zdaniem producent nie tylko namawia w ten sposób do kolejnych zakupów, ale też sprytnie przerzuca na konsumenta odpowiedzialność za prawidłowe użytkowanie, a tym samym działanie produktu.

Dlatego zdecydowaliśmy się przeprowadzić szeroko zakrojony research na temat naukowych podstaw działania emiterów ultradźwiękowych. I doszliśmy do wniosku, że nie ma potrzeby abyśmy sami testowali je w warunkach domowych i opierali na tym jakiekolwiek wnioski, skoro przytaczanym przez nas badaniu z kwietnia 2021 r., testowano konkretnie także TickLess!

Dlatego urządzenia, które dostaliśmy w prezencie, czekają spakowane na kuriera i zwrot do dystrybutora TickLess. A my nie będziemy polecać wam czegoś, co naszym – i naukowców – zdaniem, nie działa. To pierwsza z naszych współprac barterowych, jaką przyszło nam „zerwać” ze względu na to, że produkt nie spełnił naszych oczekiwań. I postanowiliśmy poinformować was o tym uczciwie – bo uważamy, że jako nasi czytelnicy zasługujecie na transparentność naszych działań w tym temacie.

Jeśli mimo wszystko koniecznie chcecie sami przetestować ultradźwięki, nie rezygnujcie na ten czas ze sprawdzonej ochrony przeciwkleszczowej dla swojego psa. My pozostaniemy wierni nauce i nie będziemy ich używać.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *