czyli dla Top for Dog 2020 sprawdzamy produkty do higieny psiej paszczy od Vetfood

Zacznijmy od dentystycznej spowiedzi. Przyznajcie się, jak często myjecie swoim psom zęby? Kto robi to codziennie? A kto rzadziej?

Po przejrzeniu sobie różnych artykułów z periodyku „Jorunal of Veterinary Dentistry”, do głowy przyszedł mi tylko jeden wniosek na temat częstotliwości szczotkowania psiej paszczy: psom należy myć zęby codzienne. Nie co tydzień, nie co drugi dzień. Co-dzien-nie. To jak, tortury czy fanaberia?

Ani jedno, ani drugie! Codzienne szczotkowanie psich zębów to chyba nic niezwykłego, skoro sami myjemy zęby rano i wieczorem bez zbędnego narzekania? Psy i ludzie mają jednak różne powody do utrzymywania higieny jamy ustnej. Ludzie walczą w ten sposób przede wszystkim z próchnicą. Tymczasem przyjmuje się, że próchnica występuje u zaledwie 5% psich pacjentów! Bo uboga w cukry dieta, kształt zębów (choć nie u wszystkich ras) oraz nieprzyjazne bakteriom próchniczym pH w pysku nie stwarzają warunków do jej rozwoju.

Większość powodów wizyt u psiego dentysty to kamień nazębny i w konsekwencji choroby dziąseł i przyzębia. Zaczyna się to niewinnie: najpierw na zębach odkłada się płytka bakteryjna, czyli miękki osad. Jeśli nie pozbędziemy się go w jakiś sposób, stwardnieje i ulegnie zwapnieniu, tworząc trudny do usunięcia kamień. A on wpływa na dalsze procesy degradacji zębów i dziąseł.

Badania mówią dobitnie: najlepszą bronią do walki z kamieniem nazębnym u psów jest mechaniczne czyszczenie. Ale w tym samym weterynaryjno-dentystycznym periodyku, do którego odsyłałam na początku, można też znaleźć potwierdzenie, że psie gryzaki wspomagają higienę psiej paszczy. I faktycznie, niektóre psy obgryzając kosteczki i ścięgienka, tarmosząc sznurki czy memłając lepkie gryzaki dentystyczne, przy okazji oczyszczają przestrzenie między zębami. Ale przecież nie każdy pies potrafi aż tak precyzyjnie manewrować tymi cudami jakby szorował kły szczoteczką.

Dlatego im częściej będzie się szczotkować psu zęby, tym większa szansa na usunięcie płytki i zatrzymanie rozwoju kamienia nazębnego. A zdecydowanie lepiej im zapobiegać niż leczyć, bo czyszczenie psiej paszczy – tzw. sanacja – to już zbieg poważny, wykonywany pod narkozą i drogi.

Jak w takim razie czyścić psie zęby? W ramach plebiscytu Top for Dog dostaliśmy do przetestowania trzy różne produkty do higieny psiej paszczy od firmy Vetfood, która w swoim repertuarze ma sporo różnych specyfików do tego przeznaczonych.

Zaczęliśmy od MAXI/GUARD® Oral Cleansing Wipes czyli ściereczek nasączonych cynkiem, które wyglądają trochę jak waciki do demakijażu.

Ściereczki będą dobrym pomysłem, jeśli dopiero wprowadzacie mycie zębów do codziennego repertuaru. One też dają efekt tarcia i pocierania zębów, ale owinięte są wokół palca wlaściciela, który psom może być łatwiej zaakceptować w swojej paszczy. Jest też mniejsze ryzyko zranienia dziąseł przy myciu. Dlatego polecamy je początkującym.

W jednym opakowaniu znajdziecie ich aż sto sztuk. Najlepiej co jakiś czas odwracać pudełeczko do góry nogami, by płyn rozprowadzał się po wacikach i nasączał je równomiernie.

Niektórzy pytają nas czemu w ogóle myjemy zęby Funi, skoro w paszczy ma pełen garnitur śnieżnobiałych perełek. Ten szczeniak na naszych oczach pluł mleczakami – jej ząbki stałe są po prostu nowiutkie i dlatego są w idealnym stanie. Chcemy je w nim jak najdłużej utrzymać, więc osad musimy usuwać na bieżąco. A poza tym pies mądrze przyzwyczajony do mycia ząbków od szczeniaka nie powinien mieć potem z tym rytuałem żadnych problemów.

Fisia z kolei swoje poprzednie życie prawdopodobnie spędzała na łańcuchu, więc jak się domyślacie, gdy do nas trafiła, zęby miała raczej w kiepskim stanie. Ale że była młoda, to nie było aż tak źle. Udało nam się pozbyć osadu i części kamienia dzięki regularnemu szczotkowaniu. Obecnie walczymy już tylko z jego resztkami.

Warto w ogóle raz na jakiś czas zrobić zdjęcia stanu uzębienia psa. Po pierwsze będzie je sobie można porównać i ocenić pod kątem postępu lub redukcji płytki i kamienia. Po drugie, jeśli lubicie popsuć sobie apetyt, możecie zawsze zestawić je sobie ze zdjęciami używanymi do klasyfikacji schorzeń dentystycznych (np. tutaj).

Najlepiej jednak, żeby na zęby waszego psa przy regularnych przeglądach spojrzał weterynarz. On będzie w stanie ocenić, czy walczyć dalej przy pomocy szczotkowania, czy wytoczyć ciężkie działa: sanację. Obserwujcie uważnie, czy wasz pies nie wykazuje innych poważnych objawów choroby: może stracił apetyt, je wyraźnie tylko jedną stroną paszczy, a może coś mu tam spuchło lub krwawi? Z takimi objawami do psiego dentysty trzeba się udać niezwłocznie.

Oczywiście nic na siłę – codzienne mycie zębów lepiej zacząć od kilkusekundowych prób przejeżdżania palcem po dziąsłach, zamiast nastraszyć i zrazić psa. Dopiero gdy się do tego wszystkiego przyzwyczai, możemy spróbować użyć utensyliów do mycia, np. wacików. Dla bardziej zaawansowanych i do docelowej pielęgnacji psiej paszczy polecamy jednak szczoteczkę i pastę do zębów. Powodów jest kilka.

Szczoteczką jesteście w stanie wyczyścić zęby precyzyjniej. Zwłaszcza jeśli użyjecie tak jak my szczoteczki sonicznej dla niemowląt – w czasie gdy wy przejedziecie parę razy po kłach paluchem, taka szczotka wykona kilkanaście tysięcy ruchów. Nasza (Seysso Baby Penguin) ma poza tym ma wbudowany timer, podświetlaną końcówkę która pomoże zobaczyć odmęty psiej paszczy i dwie końcówki w zestawie (w sam raz nadające się wielkością dla małych i średnich psów, a w naszym przypadku dla obu dziewczyn). Użyte w nich włosie jest odpowiednio delikatne dla psich dziąseł.

Ściereczki są też po prostu mało ekologiczne – po codziennym myciu będziecie wyrzucać do kosza po jednym waciku na głowę. Ja już dawno temu zrezygnowałam z tego produktu we własnej kosmetyczce, więc i bardzo szybko zaczęłam przyzwyczajać Funię do szczoteczki by wyeliminować użycie ściereczek.

Nie polecam natomiast używania szczoteczek zazwyczaj dokładanych w gratisie do psiej pasty. Są tak twarde, że prawie na pewno będą ranić dziąsła psa. Jeśli nie chce wam się kupować szczoteczki dla niemowląt, to lepiej wybrać się do drogerii po ultra miękką szczoteczkę dla ludzi lub zamówić dwugłowicową szczoteczkę dla psów ze specjalistycznego zoosklepu – Vetfood ma takie w swojej ofercie.

My przez ostatni miesiąc, na zmianę ze ściereczkami, używaliśmy do szczotkowania żelu MAXI/GUARD® OraZn®. Polecany jest nie tylko do codziennego użytku jako środek myjący, ale także przed zabiegami stomatologicznymi, by złagodzić stan zapalny w jamie ustnej. Stosować go można także po zabiegach, by przyspieszyć gojenie, bo stymuluje on produkcję kolagenu.

Żel ma lejącą konsystencję. Łatwo się wyciska, nawet trochę za łatwo – uwaga, bo potrafi szybko skapnąć na podłogę. Producent dopuszcza nakładanie go bezpośrednio na dziąsła, bez mycia szczoteczką – powinien dać się łatwo rozprowadzić. To raczej rozwiązanie dla tych, którzy mają już zaplanowany zabieg i nie chcą dodatkowo podrażnić dziąseł. Tym, którzy używają żelu profilaktycznie, jako pasty do zębów, polecamy jednak szczotkowanie.

Co znajdziemy w składzie tych produktów?

Ściereczki i żel oprócz wody dejonizowanej zawierają glukonian cynku i taurynę – to typowe składniki past do zębów, także tych dla ludzi, które odpowiedzialne są za zwalczanie odkładania się płytki nazębnej i poprawienie oddechu. W żelu znajduje się dodatkowo substancja żelująca.

Zastrzeżenia jakie mam do składu to zawartość dwóch parabenów i użycie barwnika. Osobiście wolę produkty o krótszym terminie przydatności, a mniejszej ilości konserwantów i dodatków koloryzujących. Ale to już moja preferencja, a żelu i ściereczek możecie używać spokojnie, są bezpieczne i mają rekomendację Sekcji Stomatologii Polskiego Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii Małych Zwierząt.

Z kolei płyn Maxi OraCare Healthy Gums to produkt do pasywnej higieny jamy ustnej psa, czyli po prostu dodatek do wody pitnej. Nie polecamy go jako rozwiązania dla leniwych, bo nic nie zastąpi porządnego szczotkowania. To raczej dodatek dla nadgorliwych – coś jak płyn do płukania dla ludzi. Funkcję ma taką samą jak poprzednie dwa produkty – zahamować rozwój płytki nazębnej, a robiąc to, przy okazji odświeżyć chuch z psiej paszczy.

W składzie jest głównie woda, wodorowęglan sodu, gliceryna, potem sporo konserwantów: sorbinian potasu i sól sodowa kwasu benzoesowego (czyli sodium sorbate i benzoate, substancje konserwujące dopuszczone do stosowania np. w kosmetykach naturalnych), EDTA czyli substancja konserwująco-stabilizująca.
Dopiero potem mamy coś ciekawego: glukonian cynku (łagodzi stany zapalne, redukuje płytkę), ekstrakt z szałwii (działanie antyseptyczne i grzybobójcze) i ekstrakt zielonej herbaty (zmienia pH w jamie ustnej na zasadowe czym wpływa na ograniczenie rozwoju bakterii).
A na koniec, o rany, aż dwa barwniki – zmieszano żółty (CI 19140) i niebieski (CI 42090), żeby otrzymać zielony, „herbaciany” kolor płynu. Niepotrzebnie. Psu te kolory raczej do niczego nie potrzebne, ale świadomym konsumentom też nie.

Dlatego jeśli używacie takiego płynu to pilnujcie precyzyjnego dawkowania – nie chcecie, by pies wypił go za dużo. Na pół litra wody wystarczy pół nakrętki specyfiku.

Gdybym miała wybór, to zamiast barwnika wolałabym dodać do składu syntetyczny smak bekonu. Bo choć produkty Vetfood dla nas pachną świeżością, to umówmy się – nie my ich używamy. A nasze psy świeżością pogardzają. Gdyby mogły, wytarzałyby każdą ze stu ściereczek w gołębim truchle, a w żelu zatopiły trochę smaczków. I widać to przy myciu zębów – choć obie panny są go perfekcyjnie nauczone, to nie są zachwycone z obecności bezwonnych ściereczek i żelu w paszczy. Gdy wcześniej używaliśmy taniej psiej pasty do zębów, z bardzo słabym składem, ale o smaku kurczaka – do wieczornego szczotkowania aż się garnęły. A tego pragnie każdy psi rodzic.

Niemniej, testując Vetfoodowe produkty szorowaliśmy paszcze tak sumiennie, że zęby u obu dziewczyn wyglądają adekwatnie dobrze – u Funi wciąż białe perły, u Fisi raz lepiej raz gorzej, ale wciąż nie kwalifikuje się do poważniejszego zabiegu czyszczenia. Czy to zasługa samej substancji myjącej czy konsekwentnej gorliwości w szczotkowaniu? Nie wiemy, może obie te rzeczy zadziałały. Na razie zostajemy przy żelu i będziemy dalej go stosować, choć wciąż mamy oczy otwarte na coś z podobnym składem, ale z mięsną nutką.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *