Miesiąc temu w naszym domu pojawił się drugi pies. Drugi adopciak! Czego nauczyły nas pierwsze dni w powiększonym składzie? Jak mądrze wprowadzić do domu nowego psa? Czego jeszcze musimy się nauczyć?

Fisię znaleźliśmy dzięki ogłoszeniu na Facebooku i adoptowaliśmy w ciągu 2 dni. Funię wypatrzyliśmy na instagramie równie niespodziewanie, gdy w domu tymczasowym u Karoliny z @piesmojamiloscia czekała na znalezienie nowej rodziny. Ale tym razem nasza decyzja o adopcji była zdecydowanie mniej spontaniczna. Podjęliśmy ją po długim namyśle i przygotowaniach.

To, że kiedyś pojawi się u nas drugi pies, zdecydowaliśmy już dawno temu. Fisia wciąż miała nieprzepracowane różne lęki, zmagaliśmy się z karuzelą progresów i regresów w treningach. Jednak dążyliśmy w nich do tego by kiedyś była w stanie wpuścić do domu innego psa i podzielić się z nim wszystkimi dostępnymi sobie zasobami. I naszą miłością.

Jeśli pomimo potencjalnych trudności marzy wam się taki scenariusz, poniżej znajdziecie kilka pomysłów na to, jak mądrze zabrać się do tego tematu.

Jak dobrze znasz swojego psa?

Dużo czasu poświęciliśmy na obserwowanie Fisi. I zrozumienie, z jakimi psami lubi przebywać; z jakimi lubi się bawić, a z jakimi czuje się komfortowo. Codzienne spacery i interakcje są kopalnią wiedzy na ten temat, wystarczy tylko uważnie analizować zachowania i reakcje waszego psa.

Fisia nie przepadała nigdy za większymi od siebie psami, ani takimi które są “za szybkie”, za intensywne, no i tymi które jak taran idą na nią, nie czytając jej sygnałów, nie dając przestrzeni, w nieskończoność zaczepiając. Wyjątek stanowiły szczeniaki. W zabawie z nimi wykazywała się większą niż zazwyczaj pobłażliwością i łagodnością. Była wręcz bardziej cierpliwa niż my. Uznaliśmy więc, że zapewne postawimy na młodziutkiego pieska, choć sami my za szczeniakami wcale nie przepadaliśmy!

Warto też zastanowić się nad tym, czy wiemy jaki z charakteru jest pies, którego chcemy adoptować. I czy będzie “pasować” do naszego obecnego psa. Dla nas ważne było to, że Funia wydawała się taka przebojowa – pomyśleliśmy, że mogłaby kiedyś wspierać Fisię na spacerach i w różnych sytuacjach. A z kolei Fisia – która jest nauczona samodzielnego spędzania czasu i spokojnego zostawania w domu – będzie mogła pokazać Funi jak odpoczywać i jak nie niepokoić się naszą nieobecnością. Ale trzeba też pamiętać o tym, że psy uczą się od siebie nie tylko tego, co nam pasuje. Nasze wyobrażenia to jedno, rzeczywistość może być inna.

A jeśli tak jak my macie w domu psa lękliwego, po przejściach, albo po prostu psa który miewa inne “problemy” – wzięcie kolejnego psa powinno być bardzo, bardzo przemyślane. Najlepiej też skonsultować to z doświadczonym behawiorystą.

Próba generalna

Podjęliśmy też próby przyprowadzania innych psów do domu. Zawsze były to psy już znajome, lubiane lub tolerowane przez Fisię. Nie chodzi przecież o to, żeby przymusić naszego psa do wpuszczania do domu każdego – nic na siłę. Spotykaliśmy się wspólnie na zewnątrz, na krótki spacer i dopiero potem równocześnie oba psy wchodziły z nami do mieszkania. Przyprowadzanie do domu obcego psa bez ostrzeżenia jest po prostu nie fair wobec psa-rezydenta, który nie spodziewa się takiej sytuacji i może się nią poczuć zagrożony.

Braliśmy też pod opiekę psy przyjaciół. Za pierwszym razem zaledwie na jedną dobę – poszło fatalnie, ale dużo się wtedy nauczyliśmy. Za drugim razem, z innym psem, mieliśmy już pierwsze sukcesy – fajne wspólne spacery, próby zabawy w domu, spokojnie przespaną noc. Największym testem było opiekowanie się Pampeluchą przez tydzień w wakacje. Szykowaliśmy się na najgorsze. Ale okazało się że przy odpowiednim rozdzieleniu psów w momentach zapalnych – na spacerach, przy jedzeniu, na kanapie i na łóżku – daliśmy radę.

W wielu fundacjach macie też możliwość wzięcia psa pod swoją opiekę jako dom tymczasowy. Nadal możecie myśleć o jego adopcji, ale jako dom tymczasowy mielibyście czas i przestrzeń na zbudowanie jego relacji z psem-rezydentem. Oraz pierwszeństwo adopcji, gdyby ta próba się powiodła. A gdyby mimo starań okazała się kompletnym fiaskiem i w efekcie oba psy miałyby być nieszczęśliwe, byłoby z tej sytuacji wyjście bezpieczeństwa. Czyli nauczenie niedoszłego adopciaka życia w domu, chodzenia na smyczy, odkarmienie i odchuchanie, a wreszcie znalezienie mu lepiej dopasowanego niż nasz domu stałego.

Jak się poznać?

Psy, które miałyby stać się potencjalnie rodzeństwem, zawsze powinno się ze sobą poznać. W schroniskach i większości fundacji, w przypadku domów, w których jest już jedno zwierzę (kot czy pies), to warunek konieczny.

Jak mądrze zapoznać ze sobą psy? Pierwszym krokiem powinien być zawsze wspólny spacer. Jeśli mamy możliwość, najlepiej zaaranżować tzw. spacer równoległy. W takiej sytuacji właściciel prowadzi swojego psa, a wolontariusz z drugim psem może wtedy zbliżając się do nich od boku, po łuku, idąc w tym samym kierunku, powoli zmniejszać dystans, tak by w końcu psy szły niedaleko siebie, ale równolegle. Taki trakt spacerowy wyglądałby z lotu ptaka jak dwie ścieżki, które powoli schodzą się w jedną, szeroką drogę.

Oznacza to, że psy spotykają się po raz pierwszy w dużej przestrzeni, będąc “w ruchu”, bez presji witania się, zbliżania się do siebie na wprost. Powinno się to odbyć na neutralnym gruncie, bez zabawek, w miarę bez innych rozproszeń (jak np. inne wolno biegające inne psy). A zarówno właściciel jak i wolontariusz powinni obserwować to, jak psy na siebie reagują – można też odbyć taki spacer z behawiorystą, który ma doświadczenie w odczytywaniu sygnałów i mowy ciała psów.

Co dalej? Odpowiedzialni wolontariusze będą także nalegać na sprawdzenie zachowania zwierząt w warunkach domowych. Bo to, że drugi pies akceptowany jest przez naszego psa na spacerze zapoznawczym, wcale nie znaczy, że to samo powtórzy się potem w domu.

My odwiedziliśmy Funię w jej domu tymczasowym, bo była przed szczepieniami i nie mogła swobodnie spacerować na zewnątrz. To zapoznanie przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Dziewczyny były siebie ciekawe i pięknie się ze sobą bawiły. A jeśli psy od razu wydają się akceptować – to bardzo dobry znak. Potem to Funia przyszła w odwiedziny do nas. Fisia przywitała gości na klatce schodowej, wszyscy razem weszliśmy do mieszkania – i scenariusz mniej więcej się powtórzył. Widzieliśmy wzajemną ciekawość, zabawę i tylko kilka małych spięć – głównie o naszą uwagę.

Dopiero wtedy podjęliśmy decyzję, że w to wchodzimy. Wysłaliśmy ankietę adopcyjną, odbyliśmy jeszcze jedno spotkanie z wizytatorką ze strony fundacji i udało się – Funia trafiła do nas.

Pamiętajcie, że procedury adopcji są w każdym miejscu inne. Jeśli macie w tym czasie jakiekolwiek wątpliwości – nalegajcie na kolejne możliwości zapoznania, spacerów, testów. Dla dobra obu psów.

Jeśli jesteście przekonani, że drugi pies będzie w waszym przypadku dobrym pomysłem, przeczytajcie drugą część naszego tekstu. Opowiadamy tam o tym, jak przygotować się na pierwszy wspólny miesiąc i resztę wspólnego życia z dwoma psami.

4 replies on “Drugi pies? Zastanów się dwa razy (cz. 1)

  1. Tekst jak napisany dla mnie 👌 nasza sucz ma bardzo dużo zachowań lękowych, jest szczególnie wrażliwa na dźwięki i nowe rzeczy, a obcy ludzie to horror. Z drugiej strony jest psem idealnym- nigdy nic nie zniszczyła, nie załatwiła się w domu, nie ma żadnych irytujących/męczących zachowań. No ale fajnie byłoby wziąć szczeniaka i ułożyć go po swojemu- tylko dokładnie jak piszecie – one są głównie super na chwilę. I znowu tak samo – chciałabym psa przełomowego, odważnego- żeby właśnie zachęcał naszą do działania i pokazywał że nie ma się czego bać. I właśnie tu martwi mnie fakt że spacery i większość socjalizacji będzie musiała odbywać się osobno – żeby maluch nabrał odwagi, a nie uczył lęku od starszej . Jestem bardzo ciekawa jak sobie z tym poradziliście!

    1. Wciąż próbujemy sobie z tym wszystkim poradzić! Zbieramy nasze spostrzeżenia i za 2 tygodnie zbierzemy to wszystko w kolejny post 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *