Bezproblemowe wakacje z problemowym psem

Przez drobną awarię bloga ten tekst publikujemy wprawdzie już w środku wakacji, ale jeśli tak jak my dzielicie życie z psem “problemowym” to ten krótki przewodnik przyda wam się przecież na wszystkie, dłuższe czy krótsze, wyjazdy i urlopy, o każdej porze roku.

Zacznijmy od tego, że dla nas oczywiste jest, że jak już mamy urlop, to chcemy spędzić go z naszymi psami. No bo kto nie chciałby pojechać na wakacje z ukochaną osobą? Niestety, w lipcu i sierpniu statystyki przyjęć do schronisk szybują w górę, co pokazuje, że dla niektórych pieski w wakacje stają się problemem, którego pragną się pozbyć. A co dopiero pieski, które uznawane są za “trudne”. 

Czy macie właśnie takiego psa? To okropna “łatka”, prawda? Używam jej tutaj tylko i wyłącznie z wygody, choć tak naprawdę bardzo jej nie lubię. Wiele z zachowań psów można by uznać za “problemowe”, jeśli kolidują z naszą wizją tego jak pies powinien się zachowywać, wymagają od nas pochylenia się nad nimi i włożenia w to jakiejś pracy.

Niestety, wiele osób ma taką wizję: w domu pies powinien siedzieć cicho, zająć się sobą, nie przeszkadzać, nic nie przestawiać, nie ruszać, z radością witać naszych gości, pokochać dzieci i inne psy w rodzinie. Szczekać może na kuriera bo wszystkie psy tak podobno robią, ale na spacerze ma bawić się z innymi psami, najlepiej tak by wyglądało to na dobrą zabawę – ze skokami i gonitwą, aportować piłeczkę wtedy kiedy my mamy na to ochotę albo łapać frisbee z imponującym saltem, w ogródku nie kopać i nie pić z kałuży. W knajpie siedzieć grzecznie trzy godziny pod stolikiem i dać się pogłaskać kelnerowi. A na wakacjach być grzecznym i szczęśliwym.

Oczywiście takim osobom polecam po prostu kupić sobię porcelanową figurkę pudla. Jest tańsza w utrzymaniu, będzie ładnie prezentować się na instagramie, a jak się wam znudzi to odsprzedacie ją komuś na Patynie. Są też tacy, którym faktycznie trafia się taki pies – jak los na loterii. A może trafi się jeszcze inny, z innymi problemami. Tymczasem wiele z psich “problemów” to po prostu szczekanie o pomoc, frustracja, może choroba, a może lęk i przerażenie, lub… po prostu bycie psem. Konkretne psie obsesje i upodobania.

Ten tekst ma być praktycznym spisem porad dla opiekunów, którzy na co dzień pracują nad różnymi wyzwaniami ze swoim psem. Używam tutaj łatki problemowości, choć mogą to być rzeczy przeróżne i przecież wcale nie musimy patrzeć na nie jak “problemy”, ale jak coś, z czym aktualnie z naszymi podopiecznymi wspólnie się zmagamy.

Jeśli już pracujecie ze swoim psem, jesteście w trakcie terapii behawioralnej czy treningu, to najprawdopodobniej zidentyfikowaliście też kwestie potencjalnie problemowe w kontekście wakacji. A jeśli jeszcze nie, to zastanówcie się chwilę co u was może być problemem – i porównajcie waszą listę z naszą checklistą:

Taka lista nie jest oczywiście kompletna, ale powinna dać wam do myślenia.

Bo jeśli twój pies reaguje na naturę nadmierną ekscytacją, nie umie wracać na przywołanie, lubi tropić dzikiego zwierza – nie wybierałabym się z nim w odludne miejsce bez pancernego ogrodzenia terenu. Ale jeśli w mieście jest wiecznie pobudzony, zdenerwowany, zestresowany – może nie trzeba fundować mu wycieczki do metropolii. Być może długa podróż to dla niego katorga, więc warto pojechać na urlop niedaleko od domu. Jeśli upały go męczą, upewnijcie się że tam gdzie jedziecie będzie kojąca zieleń lub woda, a do tego zaopatrzcie się w maty i inne gadżety chłodzące. Jeśli źle reaguje na tłumy – zapewne nie będzie szczęśliwy w lipcu we Władysławowie. A jeśli często włącza mu się obrona zasobów, to prawdopodobnie nie zauważy nawet pięknego zachodu słońca na plaży, jeśli przez cały czas będzie oszczekiwać ludzi spacerujących brzegiem morza. Jeśli jest nadwrażliwy na dźwięki, to wakacje na wsi, gdzie wieczorem aktywują się wszystkie okoliczne szczekaczki, może przerodzić się w festiwal darcia japy. I tak dalej. 

No i najtrudniejsze – jeśli wasz reaktywny pies źle reaguje na większość żywych stworzeń – ludzi, psy, dzieci – warto szukać miejsca, które wynajmiecie tylko dla siebie. Ale to też nie zawsze jest możliwe. I bywa zwyczajnie drogie. 

Przeglądanie pensjonatów pod kątem takich psów to prawdziwa sztuka – nie znajdziecie zniuansowanych, kluczowych dla was informacji oglądając oferty na Booking.com czy Airbnb, bo większości osób to po prostu nie interesuje, więc i gospodarzom nie przychodzi do głowy o tym wspomnieć. Nie miejcie więc oporów dzwonić, pisać i pytać – dla komfortu wszystkich.

Fisia np. źle reaguje na dzieci, konie, owczarki niemieckie, niektórych mężczyzn (kolejność przypadkowa). Miewa problemy z obroną zasobów, zwłaszcza w kontekście upływającego czasu w konkretnej przestrzeni. Ale za to trzyma się nas i nie ma pociągu do ucieczek. A Funia to Funia. Drze non stop japę. To już nam coś podpowiada i ułatwia planowanie, prawda?

W zeszłym roku pojechaliśmy do cudownego pensjonatu nad kanałem Elbląskim. Na zdjęciach w internecie oczarował nas piękny ganek i dostęp do wody. Ale okazało się, że po jednej stronie domu trzymany jest koń, po drugiej stoi buda z psem na łańcuchu (!), a właścicieli codziennie odwiedza córka z 3-letnim dzieckiem. Jak się domyślacie, komfortowo czuliśmy się tam z Fisią tylko pływając na łódce albo zamknięci w pokoju. I choć miejsce samo w sobie było świetne, już tam nie wrócimy, bo okazało się, że nie jest dla nas.

Byliśmy też w domku, w którym psy miały absolutny zakaz wskakiwania na rozklekotane kanapy na ganku – a że my chcieliśmy tam przesiadywać, to nasze psy też, z nami. Można oczywiście tego zakazu nie przestrzegać, ale kto chce spędzać urlop mając poczucie, że robi coś czego wyraźnie zabroniono? (No i nie można wtedy nawet wrzucić zdjęcia psa na kanapie na instagram)

Z kolei wynajmując pokój nad morzem specjalnie wybraliśmy taki z duuuużym balkonem – ale dopiero na miejscu okazało się, że jest dzielony z pokojem obok. Nie mogliśmy usiąść tam z Fisią na dłużej, ani zostawić jej tam samej choćby na sekundę, bo obszczekiwała sąsiadów gdy tylko wychodzili na zewnątrz. No i “wspólna kuchnia”, która tak naprawdę okazała się aneksem kuchennym przy schodach, utrudniła nam przygotowywanie posiłków. Fisia nie czuła się wtedy komfortowo zostając samodzielnie w pokoju, nie radziła sobie też na korytarzu gdzie wszyscy non stop chodzili, więc jedna osoba musiała gotować, a druga siedzieć z psem w pokoju. Uwierzcie mi, nie tak chcecie spędzać urlop.

Marzenie o spokojnym siedzeniu na plaży też pożegnaliśmy bardzo szybko – ze względu na obszczekiwanie wszystkich przechodzących tamtędy osób. Zamiast tego zbawienne okazały się długie spacery nadmorskimi leśnymi szlakami. Musieliśmy zamienić założenie o plażowym, bezczynnym leniuchowaniu na realia aktywnego urlopu, czyli coś co do tej pory było nam obce.  

Znamy też historię naszych znajomych, którzy pojechali do miejsca opisanego jako “przyjazne psom”, a właściciele pensjonatu okazali się faktycznie psiarzami – ale hodowcami malamutów. Ich drobny, przestraszony kundelek spędził parę dni dostosowując się do grafiku spacerów stada psich gigantów. Wiemy też o psach, które jechały pod namiot i nie były w stanie spokojnie spędzić w nim nocy. Dlatego czasem warto przetestować jakąś formę spędzania wakacji – namiot, żeglowanie, etc. – parę weekendów wcześniej, na sucho – rozbijając obóz u znajomych w domu z ogródkiem, czy wypożyczając łódkę na popołudnie.

Dlatego w tym roku wyjeżdżając z psami znalazłam do wynajęcia mały domek na terenie większej posiadłości – ogrodzonej, nad stawem, z gospodarzami na miejscu. Zanim go zarezerwowałam, dopytałam:

  • czy na miejscu są małe dzieci? (Nie)
  • czy mają Państwo psy? jakie? (Tak, są trzy duże psy, zrównoważone i spokojne, nie powinny zaczepiać psów gości “nieproszone”)
  • czy na terenie posiadłości są inne zwierzęta – koty, konie, krowy? (Nie)
  • czy teren jest całkowicie ogrodzony? (Tak)
  • czy psy mogą swobodnie poruszać się po całym miejscu bez ograniczeń? (Tak)
  • czy w czasie naszego pobytu są już zameldowane rodziny z innymi psami lub dziećmi? (Nie, na wynajem jest tylko jeden domek)

Zapoznanie z psami, nowe miejsce i ogrom bodźców – woda! grządki! muchy! dźwięki wsi! – sprawiły, że pierwszy dzień był aż nazbyt ekscytujący i nieco nerwowy. Poznałam to po tym, że dziewczyny nie spały za dnia, a w nocy tłukły się po domu. Dlatego na drugi dzień zabrałam je na trzy godziny do pobliskiego lasu. Ze spaceru wróciły lekko zmęczone i zrelaksowane. Zaczęły nawiązywać relacje z psami gospodarzy, ośmieliły się w eksploracji terenu, zaczęły same chodzić na drzemki w ciągu dnia i przesypiać noc. Trochę darcia japy było. Ale po raz pierwszy udało nam się zaznać wspólnie względnie sielskich wakacji. Dopóki w weekend na teren posiadłości nie przyjechał ogrodnik… z czwórką swoich małych dzieci. Cóż, może następnym razem uda nam się zorganizować wyjazd idealny. Tym bardziej uważam, że warto chwilę pokombinować i zaplanować urlop tak, by i nam, i psom, i innym wczasowiczom było dobrze i bezpiecznie.

Magdalena Kobus • FISIA.PL

Nazywam się Magdalena Kobus, a Fisia i Funia to moje adoptowane kundelki. Na co dzień zajmuję się tworzeniem treści edukacyjnych i strategii komunikacji dla różnych branż, a po godzinach, jako dyplomowana behawiorystka prowadzę instagrama i bloga z poradami dla opiekunów i opiekunek psów.

Zobacz też

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *