Sznurkowe zabawki są tanie i łatwe do ustrzelenia w większości sklepów zoologicznych, ale nie każdy pies się nimi interesuje.

Fisia na przykład – owszem, potarga taką zabawkę pod warunkiem, że ktoś będzie nią dyndać przed jej nosem. Gdy tylko przestanie być wprawiana w ruch – zapewne położy się na niej i zacznie drzemać. Zupełnie inną motywację ma w przypadku sznurkowych kulek, w których kryją się smaczki.

Przede wszystkim sama wyjmuje je ze swojego kosza z zabawkami. Gdy już je tak upoluje, siedzi skupiona nad plątaniną linki i próbuje ją rozwikłać, by dostać się do smaczka we wnętrzu. Potrafi zajmować się taką zabawką kilka, nawet kilkanaście minut – w zależności od jej poziomu trudności. A może wprost proporcjonalnie do smrodliwości smaczka, którego próbuje zdobyć. W każdym razie – jest wystarczająco zmotywowana do samodzielnej zabawy.

Gdzie kupić takie zabawki? Ano nigdzie; przynajmniej my nie widzieliśmy jeszcze, że ktoś coś takiego sprzedawał. Więc robimy je sami, korzystając ze znajomości podstawowego węzła żeglarskiego, gałki bosmańskiej – po angielsku zwanej ładniej “małpią piąstką” (monkey fist). Taka zabawka kosztuje parę złotych i robi się ją w kilka minut, o tak:

https://www.youtube.com/watch?v=z_GeuivBH_Y

Po naturalny sznurek – jutowy, konopny lub bawełniany – chodzimy z Fisią do sklepu na placu Grzybowskim. Tak, do sklepu Lin-Sznur można wejść z psem. Mają tam liny grubsze od niejednego jamnika. Kupuje się je na metry, tyle ile potrzebujecie.

Taka zabawka jest całkowicie bezpieczna, pod warunkiem że wasz pies nie ma tendencji do połykania wszystkiego co napotka na drodze do smaczka. Chodzi o to, żeby sznurkową kulkę rozsupłać lub rozszarpać, ale nie zjeść. Nie zostawiamy też psa z zabawką całkiem sam na sam – niech bawi się samodzielnie, ale pod waszym nadzorem.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *