Szelki dla psów? Zanim adoptowaliśmy Fisię, nie wiedzieliśmy nawet, że coś takiego istnieje. Tymczasem gdyby wtedy nosiła obrożę, wysmyknęła by się z niej już tysiąc razy i tyle by było z naszej znajomości. Bo dla psów lękliwych, które czmychają na oślep na dźwięk przejeżdżającego obok autobusu albo na widok owczarka niemieckiego na horyzoncie, najbezpieczniejsze są właśnie szelki. Nie da się z nich oswobodzić w popłochu tak łatwo jak z obroży.

Teraz, po roku od adopcji, na drugim kursie psiego posłuszeństwa uczymy się chodzenia przy nodze i tzw. luźnej smyczy. Fisia potrafi już chodzić na obroży – i jest to część naszego planu treningowego. Ale gdy tylko opanuje luźną smycz do perfekcji, znowu przerzucimy szelki. Bo w nich nawet przy najmniejszym pociągnięciu na smyczy nacisk rozłoży się równomiernie na ciele psa, a to znaczy że sprawdzą się też w amatorskich psio-ludzkich sportach takich jak wspólne jeżdżenie na rowerze, jogging (dogging?) czy trekking.

Fisia w szelkach Hauever

Jaki model szelek wybrać? Każdy research w internecie kończy się tak samo: najbezpieczniejsze są guardy! Zarówno pod względem dopasowania do anatomii psa, jak i pod kątem zablokowania możliwości wyswobodzenia się z szelkowej uwięzi. Ten model wygląda jak dwie, połączone ze sobą dwoma paskami obręcze – jedna (podobnie do obroży) opasa szyję, druga korpus psa.

No dobra, czyli to koniec tego tekstu, kupujemy dowolne guardy i tyle? Otóż nie. Guardy guardom nierówne: warto przyjrzeć się ich konstrukcji. Najważniejsze by przednia obręcz jak najbardziej przypominała dekolt w kształcie litery V – wtedy psia tchawica nie będzie uciskana. Uważajcie więc na te “oszukane” guardy – jeśli przednia obręcz do złudzenia przypomina obrożę i nie ma w niej wcięcia, to znaczy że szelki są źle skonstruowane i bardzo możliwe, że będą przy ciągnięciu na smyczy przyduszać psa przy szyi. Takie są np. te z John Doga – u nich guardy to jakiś wyjątkowo niefortunny model. Tymczasem kształt V można osiągnąć albo zszywając pasek przedniej obręczy w odpowiedni sposób, pod kątem (jak na zdjęciu wyżej), albo dodając w obręczy metalowe kółko – jak na zdjęciu poniżej:

Fisia w szelkach Furkidz

Gdy rok temu kupowaliśmy Fisi wyprawkę spacerową, najmodniejsze były z kolei szelki norweskie. W konstrukcji są prostsze niż guardy – to jedna obręcz i jeden pasek. Reklamowane jako najwygodniejsze w ubieraniu – bo psu nakłada się je przez głowę i zapina pod brzuchem – jednym ruchem ręki, klik i gotowe. Obręcz jest też inaczej skonstruowana – ponieważ jest o wiele przestronniejsza niż w guardach, pies prawie nie odczuwa momentu przekładania jej przez głowę. W guardach obręcz jest węższa, łepek trzeba przez nią przecisnąć, a potem albo przełożyć psią łapkę, albo gmerać pod brzuchem i przekładać końcówkę tylnej obręczy przez pętelkę zanim ją zapniemy – brzmi skomplikowanie? W rzeczywistości nie jest to aż tak trudne, ale faktycznie szelki norweskie nakłada się nieco szybciej. Tymczasem jednak ograniczają one naturalny ruch przednich łap psa, blokując go przy łopatkach, często także uciskając szyję. Dziś nie są już tak promowane, a nawet niektóre firmy wycofują się z ich sprzedaży.

Alternatywą dla szybkonakładalnych szelek norweskich są takie z “X-em” na plecach, które w wersji prototypowej mamy właśnie okazję testować dla Hauever. Bliżej im do guardów niż norwegów (dwie obręcze i jeden pasek), a przy wzięciu do ręki wyglądają jak psie majty – cudownie:

Na czym polega ich wygoda? Nakłada się je równie łatwo co szelki norweskie – obręcz siup przez głowę, pasek leci pomiędzy łapami i dalej pod brzuch, a tam rozdziela się i zapinany jest na dwie klamry, po obu stronach. W ten sposób “tworzy się” druga obręcz, ta na ciele. Nie trzeba przekładać łapek, nie trzeba gmerać pod brzuchem. A nisko wcięty przód nie zahacza o tchawicę.

W szelkach najbezpieczniej jest też przewozić psa w samochodzie. Doczepiamy do nich wówczas specjalną przejściówkę – tak jakby krótką smyczkę, zakończoną standardowym wpięciem do pasów samochodowych. Dzięki temu pies nie będzie wędrować po siedzeniach w trakcie jazdy. Zabezpieczy go to również przy drobnej stłuczce na parkingu, ale nie będzie działać jak nasze, “ludzkie” pasy przy jakimkolwiek poważniejszym wypadku. Dlatego przy dłuższych trasach próbujemy zapinać Fisię w ten sposób – przeciągając pasy samochodowe przez szelki i wpinając tak jakbyśmy zapinali siebie. Ale marzą nam się specjalistyczne szelki samochodowe – czyli takie, które przeszły crash-testy jak dla ludzi – zaprojektowane z myślą o tym by faktycznie “przewlekać” przez nie pasy.

A co jeśli zakładanie szelek przez głowę sprawia psu dyskomfort? Pracujcie nad pozytywnym uwarunkowaniem tej czynności – z klikerem (np. tak) lub bez (np. w ten sposób). A w międzyczasie, np. w Hauever, na specjalne życzenie można zamówić guardy z dodatkową klamrą na przedniej obręczy – wtedy zapinać się je będzie na szyi jak obroża. Fisia, w domu tymczasowym w którym przebywała zanim do nas trafiła, nauczyła się nie tylko ładnego chodzenia na smyczy, ale też ubierania szelek. Teraz, widząc że je wyjmujemy, sama opiera się łapkami o nasze nogi i przekłada głowę przez przednią obręcz. Czyli tak jak wszystkiego, można się tego po prostu nauczyć.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *