Czy wy też w codziennej pracy z psami, do nagradzania, przy nauce nowych komend lub szlifowaniu ważnych umiejętności używacie smaczków? Nic dziwnego – jedzenie jest dla wielu psów jest czymś więcej niż tylko nagrodą za jakieś zachowanie. Jest przede wszystkim silną motywacją! Psy chętnie podążają za smakołykami, o ile są dla nich atrakcyjne.

Ale – smaczek smaczkowi nierówny.

W ramach plebiscytu Top for Dog dostaliśmy do naszych rąk trafiły smakołyki polskiej firmy Maced z linii SMART+ czyli “naturalne przysmaki funkcjonalne”. Ten przymiotnik zainspirował mnie do tego, by pokazać wam jak u nas w domu dzielimy psie smakołyki właśnie zgodnie z ich przeznaczeniem i wartością.

Czy pies zauważy różnicę pomiędzy różnymi rodzajami przysmaków, czy będzie mu wszystko jedno? W 2018 roku przeprowadzono prosty eksperyment badawczy (jego wyniki opublikowano w “Applied Animal Behaviour Science”, ale streszczenie znajdziecie np. tutaj), który analizował co ma znaczenie przy nagradzaniu psów: ilość czy może jakość (smakowitość) nagród? Okazało się, że psy szybciej biegną do bardziej atrakcyjnego smakołyka, niż do dużej ilości nudnych, suchych chrupków.

Te najulubieńsze przysmaki waszego psa nazywa się w psim żargonie smaczkami o wysokiej wartości (high value treats). To zazwyczaj przysmaki bardziej wilgotne, szczególnie wonne lub o wysokiej zawartości mięsa. Ale nie ma reguły – bo każdy pies lubi co innego. Więc zamiast zakładać z góry co zasmakuje najbardziej waszemu psu, przetestujcie różnego rodzaju mięsa i dodatki smakowe, ale też różne tekstury – miękkie, sprężyste, suchsze.

Maced ma w swojej ofercie cały wachlarz smaczków. My dostaliśmy zapas wołowych, ze względu na wciąż niezbadany, ale potencjalnie alergiczny stosunek Funi do drobiu z bliżej nieokreślonych źródeł, choć Fisia załapała się na parę paczek smakołyków z kurczaka.

Linia SMART+ nazwami nawiązuje do spożywczych snów wszystkich mięsożerców: sa kotleciki, są kabanosy, są i steki. Do tego tzw. softery i hardery. Od razu więc podzieliliśmy je według atrakcyjności, testując pierwsze wrażenia na Fisi i Funi.

U Fisi na pierwszym miejscu uplasowały się softery. To w ogóle ciekawy produkt: jakby masa mięsna uformowana w trójkątny gryzak, ale bardzo mięciutki, rwący się ładnie na mniejsze części. Fisi szczególnie zasmakowała wersja kurczakowa z dodatkiem sera, która pachnie tak wybornie, jak psie stópki w upalny dzień.

U Funi na prowadzenie wysunęły się z kolei kabanoski wołowe z ryżem, które (przynajmniej dla mnie, wegetarianki), do złudzenia przypominają prawdziwe kiełbaski. Są dość suche, więc podejrzewam że dlatego nie wzbudziły aż takich emocji u Fisi.

Motywacja i nagroda są ze sobą nierozerwalnie połączone. Jeśli nagroda jest słaba, to i motywacja do pracy jest niska.

Wyobraźcie sobie, że ktoś proponuje wam pracę na pełen etat, z nadgodzinami, na drugim końcu miasta, za 500 zł miesięcznie. Chciałoby się wam wstawać rano z łóżka do takiej roboty? Wątpię. Co innego gdyby zaproponowano wam za nią 5000 zł.

Dlatego gdy już zidentyfikujemy ulubione smaczki naszego psa, te warte 5000 psich złotych, używajmy ich świadomie! Bo rodzaj smakołyka może przesądzić o sukcesie treningu. My macedowych softerów i kabanosików używaliśmy:

  • Przy komendach, na których szczególnie nam zależy – i chcemy pokazać psu, że naprawdę warto się przy nich skupić i postarać.
  • W sytuacjach “trudnych” – np. na zajęciach w większej grupie psów, albo przy innych rozproszeniach, zwłaszcza na dworze.
  • U świeżo adoptowanych psów lub szczeniaków – w sytuacjach bardzo ważnych w ich procesie socjalizacji.

Przykład? Funia trenowała ostatnio podążanie za mną na spacerach, które łączy w sobie wszystkie powyższe punkty. W zamian za trzymanie się blisko mnie, skupianie się na mnie po gwizdnięciu, czy rezygnację z ganiania za innymi psami – nagradzana była plasterkami kabanoska. Podbiegała po nie z radością.

My na trenowanie umiejętności naj-naj-najważniejszych mamy i tak odłożoną jeszcze inną, sekretną broń, której nasze psy nie dostają normalnie w nagrodę. Więcej na ten temat przeczytacie w naszym tekście o nauce przywołania.

A co z całym pozostałym arsenałem smaczków, jakie dostaliśmy od Maceda? Używaliśmy ich jako nagrody o niższej wartości (low value treat). To coś, co nadal zwraca uwagę psa zdecydowanie bardziej niż np. jego regularna karma. Coś, czego nie dostaje w ramach swojej dziennej porcji jedzenia, ale jednak… to nie ta ulubiona rzecz.

I tak do wielkiego szklanego słoja, który trzymamy pod ręką w domu, trafiły mniej wonne kotleciki i steki wołowe. Używaliśmy ich:

  • Do szlifowania komend już nauczonych – np. nagradzając Fisię za oddelegowanie się na swoje miejsce.
  • W średnio rozpraszających sytuacjach, albo domowych scenariuszach – np. podczas czynności przez Funię nielubianą: ubierania w szelki.
  • Do wypełnienia zabawek: kul węchowych, łamigłówek w typie puzzli.

Może niektórzy z was zastanawiają się, czemu w ogóle stosować nagrody, które nasz pies lubi “mniej”, skoro można nagradzać go zawsze najbardziej atrakcyjnymi smaczkami. Znowu pomyślcie o tym jak o wypłacie za pracę waszego psa – za swój etat dostaje godziwe wynagrodzenie, ale raz na jakiś czas, za specjalne osiągnięcia – czeka na niego premia. Dokładnie na tej zasadzie działają smaczki o większej wartości. A te mniej atrakcyjne są nam potrzebne, by zbudować kontrast ze smaczkami ulubionymi.

Są też oczywiście psy, które przy zbyt atrakcyjnych smaczkach po prostu tracą głowę i nie są w stanie się skupić. Wtedy można przeskoczyć o oczko niżej, stosując smaczki mniej atrakcyjne w ważnych sytuacjach i przy cennych komendach, a jako nagród o mniejszej wartości użyć suchej karmy.

Dzięki użyciu odpowiednio dobranej i atrakcyjnej nagrody, zwiększamy szanse naszego psa na szybsze i bardziej efektywne uczenie się. Pokazywaliśmy wam na instagramie, jak skrzętnie tniemy nożem przysmaki na mikroskopijne kawałki. Czemu to robimy?

Bo rozmiar też ma znaczenie! A jakiej wielkości powinny być smaczki do treningu? Przede wszystkim, w rozmiarze dopasowanym do psa. Wszystkie smakołyki Maced z linii SMART+ są na opakowaniu oznakowane jako przeznaczone dla psów średniej i dużej wielkości. Funia to 5-kilowy maluch, a Fisia średniej wielkości lisica ważącej w porywach do 14 kg. Im wystarczy smaczek wielkości ziarnka grochu.

Macedowe kotleciki, kabanosy, steki i softery są wielokrotnie większe, więc przy każdej nowootwartej paczce zasiadaliśmy z nożem lub nożyczkami – i cięliśmy. Dzięki temu mogliśmy dopasować rozmiar idealnie pod nasze psy. Najłaskawsze, bo najmiększe były przy tym softery. Je można by nawet zabrać na spacer i rwać palcami. Kabanoski, dość cienkie, idealnie cięło się nożycami, albo kroiło nożem na cienkie plasterki. Najciężej było poszatkować lekko gumowate steki.

Ale nie zrozumcie mnie źle, w pomniejszaniu smaczków nie chodzi tylko o kalorie. Jeśli smaczki będą za duże – pies będzie musiał spędzić czas na dodakowym gryzieniu nagrody, co może zaburzyć płynność treningu, wydłużyć go, a w międzyczasie możemy zgubić gdzieś dynamikę i zainteresowanie psa.

Wyjątkiem są oczywiście sytuacje, w których radość ze smakołyku powinna specjalnie być przedłużona – np. wtedy, gdy chcemy nauczyć psa by chętniej zostawał na swoim posłanku lub by spokojnie zajmował się samym sobą. Na tę okazję używaliśmy Macedowych harderów wołowych. To przysmak uformowany w twardszą mięsną pałkę, której pogryzienie zajmuje chwilę – ale bez przesady, raczej kilka niż kilkanaście minut. Z tym zadaniem bez problemu poradzą sobie także pieski wielkości Funi, która harderami delektowała się w trakcie ćwiczenia samodzielnego zostawania w zamkniętym pokoju i w swoim legowisku.

Na koniec weźmy jeszcze pod lupę skład.

Jeśli tak jak my czytacie etykiety na jedzeniu – zarówno swoim jak i psów – to tutaj nie ma szału. To tak jakby przeczytać skład batonika. No, batonik to nie marchewka, ale za to jak cudownie smakuje. Więc czy ma to aż takie znaczenie przy smaczkach, które są jedynie nagrodą, a pies nie dostaje ich codziennie? Pięć lat temu, w amoku zdrowego odżywiania, pewnie bym się na ten skład przysmaków obraziła. Dziś trochę już wyluzowałam, jak mam ochotę na batonika to po prostu sobie na to pozwalam. Więc macedki są dla mnie OK do nagradzania raz na jakiś czas – trochę jak lizaki, które dostawało się w nagrodę za wizytę u dentysty – tym bardziej że naszym psom smakują.

W ich składach sporo można by odjąć… I choć tzw. dodatki technologiczne w postaci substancji konserwującej przedłużają życie smakołyków (których przecież nie nosimy na spacer w torbie termicznej, a w saszetkach, gdzie często leżą na dnie parę dni…), to już dodatki takie jak barwnik nie są na pewno psom do niczego potrzebne. I nam też nie.

Inną kwestią są jeszcze dwie substancje, tzw. E – glicerol (E422) i sorbitol (E420), które również pojawiają się w składzie. To środki spulchniająco-żelujące, które zatrzymują wilgoć. Odpowiadają za miękką, sprężystą konsystencję, tak lubianą w przysmakach przez nasze psy. To związki chemiczne, dopuszczone do stosowania i dodawania do żywności w Unii Europejskiej, ale trzeba na nie uważać. Bo choć dodawane są w ilościach dozwolonych w ramach norm bezpieczeństwa, to potem od was zależy ile smaczków na raz pochłonie pies – a np. sorbitol w dużej ilości może mieć właściwości przeczyszczające.

Smakołyki powinny stanowić wagowo ok. 10% dziennej porcji jedzenia psa. Dla naszych psów to jakieś 10 g smaczków. A to zaledwie 10% całej paczki kotlecików czy kabanosów! Niewiele. Ale pamiętajcie, że przecież dla psa liczy się nie ilość, a smakowitość.

Dlatego pilnujcie dziennych dawek przysmaków, do tego odpowiedniej dawki ruchu i wybierajcie przede wszystkim jak najlepszą karmę bazową dla waszych psów, tak żeby zachować odpowiednią równowagę między tym, co jest podstawą żywienia, a tym co tylko dodatkiem – smaczkiem.

My lubimy Maced za jeszcze jeden “smaczek”: w ramach ich akcji #MacedNaRatunek (pod tym hasztagiem wyszukacie ją w mediach społecznościowych) odwiedzają różne prozwierzęce fundacje, pomagają odnawiać wybiegi dla zwierząt, przywożą im zapas smakołyków. Niedawno pojechali dołożyć się do ogromnej pracy wolontariackiej wykonanej w Radysach, po interwencji prokuratury w sprawie nadużyć w tamtejszym schronisku. Doceniamy firmy, które w swoim budżecie znajdują miejsce na takie działania.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *