Cóż, takiego mamy psa, że smaczki musimy mieć zawsze pod ręką. Bo obok nas może przejeżdżać niebezpieczna hulajnoga, bo może nas zaatakować raczkujące dziecko, bo 95% mijających nas mężczyzn to zagrożenie życia – a jedyne co może Fisię w tej sytuacji obronić, to pojawiający się znikąd smaczek, który odwróci jej uwagę.

Najpierw upychaliśmy psie ciastka w spodniach i bluzach – ale etap kieszeni pełnych mięsnych okruchów mamy już za sobą. Zamiast tego zaczęliśmy używać saszetek treningowych. Taką dostaliśmy niedawno w prezencie od Hauever:

Mieści tonę smaczków; albo dzienną gramówkę karmy dla średniej wielkości psa, który karmiony jest w trybie “spalania miski”. Zamyka się na mocne magnesy – dzięki temu ze środka nic nie wypadnie, a można otworzyć ją jedną ręką – co okazuje się przydatne gdy w drugiej dzierży się np. worek z kupą. Uszyta jest z wodoodpornego materiału, a jej “wnętrze” jest na rzepy – do łatwego wyjęcia i wyprania, jeśli zajdzie taka potrzeba. Albo do użycia jako awaryjna miska na wodę. Nosi się ją na regulowanym pasku, z dodatkowym półkółkiem do wpięcia czegobądź. Dla nas idealna gdy idziemy na dłuższy spacer lub wiemy że spędzimy z Fisią cały dzień.

Mamy też saszetkę bardziej “incognito” – małą, zgrabną, do noszenia w nadgarstku (zapinaną na rzep). Kupiliśmy ją w BeBobi. Przydaje się gdy nie chcemy akurat nosić w pasie pół kilo chrupków, bo są w życiu i takie sytuacje. Żeby sięgnąć po smaczka trzeba pokonać zamek błyskawiczny; można oczywiście w trakcie treningu mieć ją cały czas otwartą, ale nie polecamy podnosić wtedy ręki do góry, bo – ku uciesze psa – wszystkie smaczki wypadną z saszetki.

I nasza treningówka do zadań specjalnych – silikonowa. Używamy jej tylko przy najtrudniejszych sesjach treningowych. Dlaczego? Dlatego że przy nauce skomplikowanych lub ważnych dla nas komend używamy czegoś, co jest dla Fisi najcenniejszą nagrodą – mokrego jedzenia z puszki. Mimo, że wnętrze saszetki z Hauever można wyprać, to nie lubimy jej babrać tłustą mięsną paćką – bo wolimy mieć ją zawsze pod ręką, zamiast w pralce. Więc wkładamy kurczakową galaretę do silikonowej saszetki, którą po powrocie do domu myjemy w gorącej wodzie płynem do naczyń. Nasza jest firmy Dexas, ale podobne robi też Hunter a nawet już Trixie – zamykane na magnesik. Mocowana jest na plastikowy klips, więc najwygodniej nosi się ją przy spodniach:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *