czyli dla Top for Dog 2020 sprawdzamy suplementy na stawy Aptus: Apto-flex Chew Mini

Po adopcji szczeniaka słyszeliśmy w kółko jedną radę: “nie pozwólcie jej tak skakać z kanapy!”. Ale choć wszyscy dobrze wiemy, że psy w okresie wzrostu nie powinny nadwyrężać swojego aparatu ruchu, to nikt nie jest w stanie powstrzymać małego gumisia przed odbijaniem się jak piłeczka pingpongowa po całym mieszkaniu.

Dlatego nasza rola polegać powinna na tym, żeby w tych pierwszych miesiącach rozwoju psa nie dokładać mu dodatkowych, zbyt obciążających dla układu ruchu ćwiczeń, zadań, czy zabaw, przez które może nabawić się kontuzji albo mikrourazów. Czyli zamiast ekstremalnych biegów czy slalomów ze zmianami kierunków i tempa ruchu – porządny, długi spacer w jednostajnym tempie. Zamiast rzucania frisbee czy piłeczki i wysokich skoków – węszenie w trawie. A po spacerze – stosujemy, profilaktycznie, suplementację – magiczne gumijagody na zdrowe skoki.

Suplementację u psów w okresie wzrostu zaleca wielu specjalistów. W połączeniu z rozsądnym trybem życia ma ona chronić chrząstki szczeniaka, a w konsekwencji zapobiegać schorzeniom układu ruchu u psa gdy dorośnie.

U Funi stosujemy teraz kęsy Apto-flex Chew Mini, który dostaliśmy do przetestowania w ramach plebiscytu Top for Dog. Aptus to linia fińskich suplementów i preparatów weterynaryjnych. Oprócz środków o działaniu wspierającym zdrowie stawów w ich ofercie znajdują się specyfiki przeznaczone do pielęgnacji sierści i skóry, specjalistyczne produkty na żołądek i trawienie, mieszanki multiwitaminowe oraz preparaty do higieny oczu i uszy. Mają ładne opakowania i fajnie brzmiące składy. Zastanawiamy się zresztą nad wypróbowaniem ich preparatu o działaniu uspokajającym i przeciwstresowym, Aptus Relax, dla Fisi.

Święta trójca w składzie suplementów na stawy to siarczan glukozaminy, MSM (metylosulfonylometan) i siarczan chondroityny. Szybka lekcja chemii na Wikipedii i już wiemy, że glukozamina i chondroityna to organiczne związki – ten pierwszy ma redukować ból stawów, drugi jest ważnym strukturalnym komponentem tkanki chrzęstnej. MSM to związek organiczny siarki – w połączeniu z tamtymi ma redukować ból mięśni i stany zapalne.

W Apto-flexie Chew są wszystkie trzy, ale nie tylko: znajdziemy tam też witaminę C, kwas hialuronowy, drożdże browarnicze i nie tylko. Pełen skład preparatu z wyszczególnieniem ilości zastosowanych substancji można doczytać na stronie producenta.

Nazwa “kęsy” dobrze oddaje ich smakowity charakter: Apto-flex Chew przypomina rozmiarem i strukturą półwilgotnego smaczka. Mam wrażenie, że ze względu na miękką konsystencję trójkącików, Funia przy ich przyjmowaniu podejmuje nawet nieśmiałe próby żucia, co przyjęliśmy z zachwytem, bo próbujemy nauczyć ją gryzienia, zamiast wciągania wszystkiego jak odkurzacz.

Funia to szczeniak wielkością i skoczliwością podobny do królika. A właściwie króliczka Duracella. Dla takiego 5-kilowego brzdąca dzienna dawka preparatu to pół trójkącika. Są one na tyle miękkie i sprężyste, że po prostu dzielimy je w rękach na dwie części. Może nie są idealnie równe, ale przecież bardziej chodzi tu o zachowanie ciągłości codziennego stosowania, niż o odmierzanie porcji co do miligrama – dosłownie, bo taki mini kęs ma zaledwie 1,5 g. Dla większych psów Aptus przygotował ten sam preparat, tylko w formie większych trójkącików.

Na ile wystarczy jedno opakowanie? Jest w nim 40 kęsów, w cenie 63 zł. Aptus zaleca podwojenie dziennej porcji w trakcie pierwszych 4–6 tygodni stosowania, lub w razie potrzeby. Ale ponieważ dla nas Apto-flex Chew jest kontynuacją poprzedniej suplementacji, zastosowaliśmy standardową dawkę.

Wcześniej podawaliśmy Funi preparat od innego producenta, ale był zdecydowanie mniej praktyczny w użyciu. Przede wszystkim twarde tabletki ciężko było podzielić nożem na pół, następnie trzeba było rozkruszyć je w moździerzu na proszek, a potem jeszcze gdzieś go ukryć, przez co musieliśmy dodawać do suchego jedzenia łyżkę mokrego. Trochę gimnastyki przy tym było, więc z chęcią przerzuciliśmy się na Apto-flexa. Nie potrzebujemy ani noża, ani moździerza, ani dodatkowych podstępów żeby zaaplikować go Funi. Pilnujemy jedynie dokładnego zamykania strunowej torebki, żeby nie wysuszyć trójkącików, bo są na tyle przyjemnie miękkie i smaczne, że na tym jednym półkęsku uczymy jej jeszcze komendy “noga”.

Czy jesteśmy w stanie zauważyć efekty takiej profilaktycznej suplementacji? Nasz gumiś wciąż kica po meblach – i, o zgrozo, sprawia jej to przyjemność. Od kiedy zjada gumijagody od Aptusa nie odnotowaliśmy za to jeszcze ani jednego przypadku “boliłapki” po takich akrobacjach. I tego się trzymamy.

Co jeszcze można zrobić dla stawów waszego psa? Jeśli trening czystości już za wami, na podłodze połóżcie dywan, żeby szczeniak nie ślizgał się po podłodze. Jeśli mieszkacie w domu ze schodami – warto odgrodzić je bramką, a jeśli na wyższym piętrze w bloku bez windy – rozważcie wnoszenie malucha na górę. Nie przekarmiajcie też go, bo im cięższa będzie z niego klucha, tym bardziej obciążone będzie mieć stawy. Rozmiar ma tu zresztą podwójne znaczenie – generalnie im większy docelowo pies, tym większe ryzyko zwyrodnień. Są też rasy, które mają taką predyspozycję zapisaną w genach. Dlatego na odpowiednią profilaktykę, dopasowaną do konkretnego psa, powinien nas nakierować specjalista – weterynarz, z którym i tak przecież pojawimy się ze szczeniakiem przy okazji szczepień, albo zoofizjoterapeuta. Z nim też konsultujemy długość i częstotliwość podawania naszego suplementu.

A choć mały gumiś ma w głowie tylko skakanie, to dorastając powinien zacząć regulować swoje zapotrzebowanie na ruch. Gdy zmęczy się szczenięcymi wybrykami – zwolni. Może pomyśli, nim skoczy za wysoko. A może nawet, jeśli macie dużo szczęścia, położy się na chwilę, odpocząć.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *