Jeśli chcesz zacząć zabierać swojego psa do biura, a nie masz pewności czy to dobry pomysł, zacznij od wynegocjowania dla niego “okresu próbnego” – przyprowadź go tam w weekend albo po godzinach, kiedy nikogo nie ma, żeby najpierw oswoił się z samym miejscem. Zadbaj o to, by miał strategicznie umieszczone legowisko – tak, by móc obserwować co dzieje się w najbliższym otoczeniu, najlepiej z widokiem na drzwi, ale też by nie stało ono w przejściu. Nie zapomnij o misce z wodą, smakołykach, cichych i absorbujących zabawkach/gryzakach, które zajmą go na dłużej (nic z piszczałką; najlepiej mata węchowa).

Następnie spróbuj zabrać go ze sobą raz czy dwa w tygodniu i obserwuj jego zachowanie. Jeśli pies będzie dobrze reagował na samo miejsce, sytuację i innych ludzi, wystarczy przyzwyczaić go do tego jak wygląda twoja codzienność w pracy – eksperyment powinien zakończyć się sukcesem i zatrudnieniem na pełen etat.

Jeśli jednak jakieś sytuacje albo osoby w pracy generują u psa lęk i stres, sprawdź czy da się to oswoić. Jeśli nie – nic na siłę, nie warto męczyć swojego psa i współpracowników.

Minuta przerwy na pogłaskanie psa potrafi niesamowicie odblokować głowę i dać oderwać się na chwilę od tego czym się aktualnie zajmujemy w pracy. Ale pies też musi mieć z tego frajdę. A jeśli czuje dyskomfort, to właściciela też będzie to stresować.

Pamiętaj też, że często spędzenie całego dnia w pracy – biurze lub miejscu publicznym – z innymi ludźmi i ogromną ilością bodźców, może być dla niektórych psów wykańczające emocjonalnie. Warto mimo wszystko dawać im wtedy możliwość odpoczęcia i zostania w domu, jeśli tego potrzebują.

Pomyśl też o tym, czy przestrzeń, w której pracujesz, będzie dla psa przyjazna. Niektóre przestrzenie biurowe nie różnią się de facto za bardzo od przestrzeni domowej.  Ale na przykład dla Fisi obecność w studio fotograficznym jest stresująca ze względu na ciągłe błyski flesza, wizyty klientów na planie, wciąż zmieniające się otoczenie – plany zdjęciowe, rekwizyty, scenografie, itd. Z tego względu nie bywa tam prawie w ogóle, lub tylko w trakcie weekendowych sesji kiedy po studio kręci się mniej osób. Gdyby zależało nam bardzo na tym by zabierać ją tam na co dzień, ćwiczylibyśmy jej reakcje na tego typu bodźce, by ją do nich stopniowo przyzwyczaić – np. próbując oswoić ją w warunkach domowych z błyskami lamp. Ale Fisia na tyle dobrze czuje się u nas w domu, że my też lepiej czujemy się obecnie zostawiając ją tam samą, niż ciągając na siłę do studia.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *