czyli dla Top for Dog 2020 sprawdzamy naturalny olejek w sprayu od PositiveCare

Pamiętacie ten film science fiction o kleszczach, które opanowały świat? “Kleszcz – Obcy pasażer Piestromo”? Nie? Bo to nie film, to nasza rzeczywistość w 2020 roku. Kleszcze są wszędzie.

Czemu? Niektórzy badacze wskazują na ocieplenie klimatu – a w konsekwencji mniej mroźne zimy oraz wydłużony sezon wiosenny i jesienny – jako jeden z powodów wzmożonego rozprzestrzeniania się niektórych rodzajów kleszczy. Badanie opublikowane jesienią 2018 roku wykazało, że wzrost średniej rocznej temperatury o zaledwie 2° Celsjusza sprawi, że liczba zachorowań na boreliozę w USA wzrośnie o ponad 20% w nadchodzących dziesięcioleciach.

Ale też badania nad kleszczami i klimatem pokazują, że korelacja ta jest o wiele bardziej skomplikowana niż się powszechnie uważa – nie chodzi o “wymrożenie” pasożytów, ale o cały łańcuch wydarzeń i skutków odpowiadających za ich wzmożoną aktywność. Kleszcze spotykamy na spacerach zimą, choć dawniej się to nie zdarzało. A wiosną natrafiamy na nie już nie tylko w lasach, ale też pod blokiem – kryją się w przychodnikowych chaszczach, których (słusznie) nie kosi się ze względu na suszę. Stamtąd zakradają się pod nasze nogawki i między psie futro. A lista chorób odkleszczowych jest długa.

Jak w takim razie uchronić swojego psa przed plagą kleszczy? Choć walka ta jest nierówna, najłatwiej wygrać ją przy pomocy specjalistycznych środków. Święta trójca profilaktyki przeciwkleszczowej to: tabletki, krople albo obroże. Dla każdego psa typ zabezpieczenia trzeba dobrać indywidualnie – najlepiej w porozumieniu z weterynarzem. My, po jednorazowym romansie z kropelkami, wracamy właśnie do tabletek Bravecto.

Czy można zrobić coś jeszcze? Można – uzupełnić standardową profilaktykę naturalnym wspomaganiem. Już od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie wykorzystanie do tego celu olejków eterycznych. Bo olejki, nawet liźnięte z sierści po rozpyleniu, nie powinny zaszkodzić psu, tak jak mogłyby to zrobić mocne chemiczne środki. Ale risercz zapachów, które w naturze odstraszają kleszcze, zajął mi tyle czasu, że z zimy zrobiła się wiosna, a kleszcze zakwitły w trawach. Na szczęście nie wszystko trzeba robić własnoręcznie. Tak właśnie trafił do nas naturalny olejek w sprayu od Positive Care.

Preparat Positive Care to nic innego jak mieszanka naturalnych olejków eterycznych, które działają odstraszająco na kleszcze, komary oraz inne owady. Rekomendowany jest jako dodatkowa forma zabezpieczenia psa przed kleszczami. Co znajduje się w składzie?

Kwas jabłkowy (malic acid) – pierwszy na liście składników, odpowiedzialny jest za główną nutę zapachową sprayu: jakby ocet jabłkowy. No, Chanel N°5 to to nie jest. Raczej Chanel N°Kleszcz. Dla mnie zapach ten nie jest drażniący – ot, zwykły, kuchenny aromat jakich wiele, ale podobno nie wszyscy za nim przepadają. Na szczęście oprócz tych paru osób nie lubią go też muszki i komary.

Dalej olejki: cyntronelowy (Cymbopogon Winterianus Citronella) – pozyskiwany z trawy cytrynowej, eukaliptusowy (Eucalyptus Globulus), geraniowy (Pelargoneum Graveolens), lawendowy (Lavandula Angustifolia) z mięty polnej (Mentha Arvensis), tymiankowy (Thymus Vulgaris), cynamonowy z liści (Cinnamomum zeylanicum), goździkowy z pąków (Eugenia Carypophyllus).

Na liście składników preparatu znajduje się więc większość olejków eterycznych, które stosowane były tradycyjnie jako naturalne repelenty w różnych częściach świata (jak np. citronella – używana do odstraszania komarów zarówno na terenach dżungli amazońskiej jak i przez wojska lądowe Indii w XX wieku). Dla psów są niegroźne, ale dla kotów niekoniecznie – dlatego jeśli macie w domu mieszane gatunkowo stado, sprawdźcie z waszym weterynarzem czy rozpylanie sprayu w obecności kotów będzie niegroźne.

Wystarczy kilka psiknięć (na oko jakieś 3–5 w zależności od wielkości psa) żeby równomiernie rozpylić płyn. Ponieważ olejki naturalnie są tłuste – zbierają się w roztworze trochę jak oka na rosole, dlatego przed każdym użyciem trzeba wstrząsnąć buteleczką. A przy aplikacji uważajcie oczywiście na oczy! Swoje i psie.

Choć nam spray wydaje się wygodną formą aplikacji, to niestety niektóre psy boją się atomizerów. Wiem o tym doskonale, bo oczywiście delikatna, lękowa Fisia kuli się przy każdym psiknięciu jakby wbijało się w nią tysiąc szpileczek. Ale ponieważ nie ma innego sposobu na rozprowadzenie olejków na sierści, ratujemy się wtedy smaczkami. A ona powoli przyzwyczaja się do psiknięć przed spacerem.

My mieszkamy w dość zielonej części Warszawy – obok siebie mamy dwa duże parki, jeden z jeziorem, a tuż pod naszym blokiem stare forty z chaszczami i łąką kwietną. To właśnie ulubiony krajobraz wszystkich miejskich kleszczy – trochę wilgoci, trochę zarośli – i już jest ich pełno. Dlatego sprayu używamy teraz przed każdym spacerem.

Warto pamiętać, że olejki eteryczne z natury są też dość ulotne i szybko wyparowują, w odróżnieniu od chemicznych preparatów których używamy na sobie – potwierdzają to liczne badania naukowe. Dlatego na dłuższe wyjścia butelka sprayu obowiązkowo jedzie z nami – psy spryskujemy nim już po wyjściu z samochodu, a najlepiej aplikować go też ponownie w trakcie wycieczki. Czyli psikamy się często i gęsto. Nawet co pół godziny.

A po spacerze obowiązkowo sprawdzamy, czy do domu oprócz psów nie wrócił z nami ktoś jeszcze – kleszczy szukamy zwłaszcza w psich paszkach i pachwinkach, pomiędzy paluszkami łap, w uszach, koło ogona. Najlepiej robi się to oczywiście podczas porządnej sesji drapania.

Nam przy takim podwójnym wspomaganiu udało się na razie uniknąć pasażerów na gapę. Od kiedy psikamy psy olejkiem Positive Care, oprócz codziennych spacerów po okolicznych zaroślach, zrobiliśmy sobie też wycieczkę nad dziką Wisłę i do lasu. Fisia łaziła po ścieżkach z nosem przy ziemi tak jak lubi, a mała Funia, która ledwo wystaje ponad poziom wysokich traw, mogła skakać pośród nich jak zając. Obydwie ganiały się po krzaczorach. Psy wróciły szczęśliwe, brudne i “czyste” – od kleszczy. Więc my też, szczęśliwi.

* Zainteresowanych tematem kleszczy wobec zmian klimatycznych odsyłam m.in. do wywiadu przeprowadzonego w “Washington Post” z profesorem biologii Matthiasem Leu w 2019 roku i artykułu badawczego Ticking Bomb z końca 2018 roku dla “Canadian Journal of Infectious Diseases and Medical Microbiology”.

A więcej o właściwościach repelencyjnych olejków eterycznych (głównie w kontekście komarów, ale także kleszczy) można przeczytać w różnych badaniach naukowych, np. Essential Oils as Repellents against Arthropods w “BioMed Research International”, Plant-based insect repellents: a review of their efficacy, development and testing w “Malaria Journal”, Comparative Efficacy of Insect Repellents against Mosquito Bites w “The New England Journal of Medicine”, Repellent activity of essential oils: A review w Bioresource Technology. Dla równowagi zostawiam także link do artykułu z “Wirecutter“, który dobrze tłumaczy dlaczego naturalne repelenty powinny być używane tylko jako dodatkowa, a nie wyłączna forma zabezpieczania przed kleszczami.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *