czyli dla Top for Dog 2020 sprawdzamy klopsiki wołowe Rogy

Wszyscy znamy tę kultową scenę z kreskówki “Zakochany kundel”: bezpański Tramp podrywa rasową Lady na makaron z klopsami. Ostatni klopsik oddaje cockerspanielce i turla ku niej noskiem po talerzu… Romantycznie, prawda? Tak, choć przy okazji ten klasyk kina familijnego dał chyba milionom dzieci fałszywe wyobrażenie na temat wytwornego psiego posiłku, bo ani makaron ani gotowe restauracyjne dania nigdy nie powinny trafić do paszczy psa.

Tymczasem polska marka Rogy wypuściła właśnie na rynek ulepszoną wersję kreskówkowego przysmaku: klopsy dla psów. Dziecięca fantazja o kundlu turlającym po talerzu mięsny symbol miłości wzięła górę – musieliśmy je przetestować.

Firmę Rogy znamy doskonale – nie raz z psich targów wracaliśmy a to z gryzakiem z sera himalajskiego, a to z pastą orzechową ich produkcji. Mają tylko kilka rzeczy w swojej ofercie, a sztandarową – i to jej zawdzięczają nazwę – są gryzaki z poroży zrzucanych naturalnie. Piękne opakowania, dopracowana oferta, lokalna produkcja, świetna jakość.

Nowa seria klopsików trzyma ten sam wysoki poziom. Dostępne są w wersji wołowej, w trzech smakach (z pyłem z poroża, kurkumowe i kokosowe) oraz z królika. W nasze ręce trafiły te kokosowe i z kurkumą. I choć nas za serce łapie forma przysmaku, to psy za trzewia łapie sam skład. W jednej wersji to aż 96% mięsa wołowego, 3% mąki kokosowej i 1% błonnika, w drugiej – 94% mięsa wołowego, 3% skrobi, 2% kurkumy i 1% błonnika.

Nie znajdziecie tam środków konserwujących, bo przy suszeniu mięsa ciepłym powietrzem po prostu nie są one potrzebne. Do tego dochodzi jedynie odrobina dodatków smakowych. A użycie jednego rodzaju mięsa to idealne rozwiązanie dla psów z nietolerancjami pokarmowymi czy o wrażliwych brzuchach.

Klopsy Rogy wyglądają jak prawdziwe klopsiki, tylko podsuszone. Są nieco koślawe, a każdy jest inny, bo robione są ręcznie. Jak najlepsze ludzkie pralinki! Wyobraźcie sobie teraz, że Tramp zaprasza Lady na randkę, idą do parku na romantyczną sikupę, a potem na ławce zajadają się klopsikami Rogy…

Ale jednak ze względu na kaloryczność przysmaku, dla Fisi i Funi dzielimy je zazwyczaj na mniejsze kawałki. W końcu nasze psy są niewielkie (ważą po 5 i 12 kg), a smakołyki staramy się wydzielać adekwatnie. Niektórzy takiego klopsika dadzą radę rozdrobnić w dłoniach. Ja najczęściej rozkruszam go dłonią o blat stołu, a w awaryjnych sytuacjach na spacerze miażdżę lekko dociskając do ziemi.

Gdy już pękną, na mniejsze kawałki dzieli się je łatwo. I są bardzo wydajne. W myśl rozsądnego dawkowania przysmaków, zazwyczaj na szybki spacer zabieram po klopsiku na głowę. Wystarczy by odwrócić uwagę od kogoś maszerującego ulicą, czy nagrodzić za ładne zachowanie w windzie.

Ale taki rozkruszony klops sprawdza się też super rozsypany w trawie, jak w naturalnej macie węchowej. Albo faktycznie do wypełnienia węchowej zabawki, bo jest tak aromatyczny, że motywuje doskonale i gwarantuje, że psi nosek będzie niuchać aż zlokalizuje ostatni okruszek.

Nasze psy oszalały na ich punkcie. Jak to mówią, przez żołądek do serca. Gdybyśmy próbowali odtworzyć w domu scenę z ostatnim klopsikiem, musielibyśmy chyba wzywać pogotowie – bo Fisia i Funia prędzej by się o niego pożarły, niż podzieliły.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *