Gdy w dzieciństwie jeździłam nocować do babci, zawsze prosiłam ją żeby zbudowała mi “psią budę”. Inne dzieci nazywały to bazą albo fortecą – wiecie, dwa złączone fotele, na to kij od szczotki i koce, w środku poduszki…

Ja chyba naoglądałam się za dużo Reksia skoro miałam tak sielskie wyobrażenie o siedzeniu w budzie. Dziś wiem, że realia życia psów podwórkowych w Polsce są zupełnie inne – zmuszone do przebywania w brudnych, zdezelowanych budach, które nie chronią przed mrozem, upałem ani deszczem, bez dostępu do wody, trzymane na łańcuchu. Tak najprawdopodobniej żyła Fisia, nim ją adoptowaliśmy. Ale żaden pies nie powinien egzystować w takich warunkach.

Czy istnieje scenariusz, w którym buda dla psa jest dobra? Tak – na przykład kiedy razem z psem mieszkacie w domu z dostępem do ogrodu. Buda, postawiona tam w zacienionym miejscu, może być wtedy świetnym punktem obserwacyjnym i bezpiecznym miejscem, z którego pies może – ale nie musi – korzystać gdy spędza czas na zewnątrz w ciągu dnia. Coś jak psi domek letniskowy. Ale taki domek można postawić także w mieszkaniu. Całorocznie. Wiedzieliście?

Do naszego mieszkania trafiło właśnie takie specjalne legowisko-domek OGI, od łódzkiej firmy happies.pl. Czym różni się od innych legowisk?
Znamy psy, które w domu korzystają tylko z psich łóżeczek – specjalnych poduch, pufek, kanap. Znamy też takie, które korzystają z klatek kennelowych – czyli metalowego kojca, zamykanego na drzwiczki.

OGI to coś pomiędzy.

Zwolennicy klatek kennelowych uzasadniają ich stosowanie tym, że dla psa to odpowiednik wilczej jamy. Ale przeciwnicy (m.in. PETA*) przypominają, że w naturze żadna nora nie ma zamykanych drzwi, a jamy służą tylko odchowaniu wilczych szczeniąt i potem nie mają już zastosowania w życiu stada. W OGI pies może przedostać się do wewnętrznego legowiska przez okrągły otwór. Ale może też w każdej chwili wyjść na zewnątrz. Przypomina zatem bardziej norkę, niż klatkę.

Obie strony sporu klatkowego zgadzają się przynajmniej w kwestii tego, że wielu psom taka wydzielona, ograniczona przestrzeń daje poczucie bezpieczeństwa. Czy nazwiemy to norką, jamką, schowankiem, skrytką, kryjówką czy gniazdkiem – takie miejsce pomaga odciąć się od tego, co dzieje się w naszym mieszkaniu. Od hałasów gotowania i sprzątania, od bawiących się dzieci, od odgłosów wieczornej kolacji ze znajomymi. Skąd mieć pewność, że pies lubi przebywać w takim miejscu? Jeśli często sam z siebie kładzie się w kąciku, albo pod kanapą, krzesłem czy stołem, chętnie ukrywa się pod kocem – jest typem norkującym.

Chyba zgadliście już, że domek OGI należy do Funi. Czemu zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie? Wcześniej, dedykowane jej legowisko, regularnie podkradała jej Fisia. A my chcieliśmy, żeby Funia miała w naszym mieszkaniu miejsce tylko dla siebie – takie, do którego Fisia się zwyczajnie nie zmieści i nie będzie mogła zabrać go Funi. Wybraliśmy legowisko OGI w rozmiarze XS, w którym taki 5-kilowy piesek spokojnie może wstać, obrócić się, wyciągnąć kopyta. A raczej kopytka.

OGI to dla psa dom w domu. Legowisko powinno stać w takim miejscu, które stanowi dobry punkt obserwacyjny – by pies widział ze środka co dzieje się w pomieszczeniu. Ale jednocześnie musi to być miejsce spokojne, ustronne, z dala od ciągów komunikacyjnych.

Ważne, by nie przeszkadzać psu, gdy już samodzielnie oddeleguje się w to bezpieczne miejsce. Nie wywoływać go bez potrzeby, nie głaskać, nie wkładać rąk do środka, nie zawracać głowy. Pozwolić spać albo po prostu obserwować to, co dzieje się wokół niego z odległości. Dlatego legowiska z happies.pl (bo są tam też inne modele domków) polecamy także tym, którzy dawniej, przechodząc obok swojego słodko śpiącego pieska, nie mogli się oprzeć i musieli go pogłaskać albo przytulić. Z tym legowiskiem bardzo trudno będzie tę pokusę spełnić – i dobrze. Pozwólmy psu wyciszyć się i spędzać czas po swojemu, gdy tego potrzebuje.

Jeśli zdecydujecie się na budkę OGI albo inną z kolekcji O-line, nie zdziwcie się, gdy przyjdzie do was niesamowicie kompaktowa, całkowicie płaska paczka – wszystkie elementy spakowane sa bezpiecznie jeden obok drugiego, rozłożone. Prosta instrukcja dołączona do opakowania wytłumaczy wam, jak złożyć całość do postaci domku. Brzmi jak zakupy w IKEI? Te zazwyczaj są przyjemne, ale kończą się długim i bolesnym montażem. Tymczasem złożenie i rozłożenie elementów legowiska OGI nie wymaga żadnych narzędzi – pasują do siebie idealnie jak puzzle. Nam zajęło to jakieś dziesięć minut.

Baliśmy się trochę o sam materiał – Funia uwielbia podgryzać i żuć niekóre z naszych mebli, zwłaszcza te z surowego drewna. Na szczęście tutaj sklejka ma gładką strukturę i została zaimpregnowana ekologicznym olejo-woskiem, więc Funia nie traktuje jej jako przekąski. I choć sklejka swoje waży, to domek nie jest zbyt ciężki, bo część ścian zastąpiono tkaniną naciąganą na konstrukcję, mocowaną na rzep. Dzięki temu mamy też łatwy dostęp do wnętrza legowiska, gdy lokatorka akurat z niego wychodzi – można wtedy wytrzepać materacyk i uprzątnąć resztki gryzaków, którymi się tam zajada.

A historia o psiej budzie ma też swój happy end w happies.pl. Bo w ramach pomagania bezdomniakom, w czerwcu przekazują 100 zł z każdego zamówienia na konto Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Celestynowie. Akcja przedłużona została właśnie do końca czerwca.

*Zainteresowanych sporem klatkowym odsyłam do ciekawego artykułu, który pojawił się już parę lat temu w The Guardian: “In the dog house: when does crating your canine become pet abuse?”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *